wtorek, 16 sierpnia 2016

Kremisiowa chatka na spotkanie ze znajomymi.

            Dzień dobry. Długi weekend za nami. Do pierwszego dzwonka już tylko dwa tygodnie z haczykiem. Nie mogę się doczekać. Kilka ostatnich dni obfitowało w spotkania towarzyskie. Odwiedzaliśmy rodzinę, znajomych. Co wiązało się z obżarstwem. Po piętnastu latach złożyliśmy wizytę mojej Matce chrzestnej, która mieszka na wsi ponad 20 kilometrów od miasta. Zapakowaliśmy plecak z piciem i ciasteczko śmietankowe i ruszyliśmy w drogę. Wyjazd ten był związany z odwiedzinami grobów bliskich. Gdy dotarliśmy do cioci, rozmów nie było końca. Kuzynka urodziła synka. Moja Tosia, jako starsza kuzynka była troskliwą opiekunką. Częstowała go biszkoptami „dr Gerard”. Maluszkowi bardzo smakowały. Wczoraj przychodzili do nas znajomi, więc chcieliśmy poczęstować ich czymś pysznym. W takich sytuacjach niezastąpiona jest, DESEROTEKA. Gdzie można znaleźć ciekawe i smaczne desery. Wiedziałem, że będzie czworo dzieci, więc musiałem wyszukać coś dedykowane maluchom. Znalazłem, „Kremisiowa chatka”. Dobrze się złożyło, bo moje pociechy lubią te pyszne ciastka z czekoladkami w kształcie misia. A dorośli uwielbiają masę serową, którą się wypełnia chatkę. Nie będę przepisywał składników i sposobu przygotowania, odsyłam Was na stronę „dr Gerard”. Tam znajdziecie ten i wiele innych przepisów. Do przygotowania zaangażowaliśmy domowników. Z trudem powstrzymywaliśmy dzieci od zjedzenia Kremisi. Ja czekałem aż cała masa zostanie wyłożona na herbatniki a ja wyliżę miskę, w przenośni i dosłownie. Chyba każdy młody człowiek czeka na tą chwilę. To był dobry wybór, przysmak zniknął z talerza w przeciągu kilku minut. Dzieci prosiły o dokładkę. Po takim słodkim weekendzie cieszę się ciszą, która towarzyszy nam w dni powszednie. Kolejny weekend zapowiada się znowu ciekawie. Ślub znajomych, rocznica ślubu w rodzinie, festiwal bluesowy i koncert zespołów rockowych, naszych kolegów, którzy grali kiedyś z nami. Będzie się działo..  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz