Witam. Chciałbym dokończyć historię mojej pomysłowej koleżanki.
Zrobiłam sobie aromatyczną herbatę i na talerzyk wyłożyłam kupione kruche
markizy i pierniczki firmy ,,Dr Gerard”, i zaczynam pisać ciąg dalszy przygód
mojej koleżanki. Koleżanka, by móc pracować, przygotowywała swoim dzieciom stół
z ciasteczkami, w tym czasie kupowała gotowe ciasteczka. Jej skarby krzyczały z
radości, że najsmaczniejsze herbatniki i kruche wafelki są od Pana doktora,
czyli ,,Dr Gerard’’. W końcu postanowiła swój
„warsztat krawiecki” przenieść do mieszkania koleżanki, która dysponowała dużym, właściwie
nieużywanym pokojem.– I tak ciągle nie ma mnie w domu. Pracuj sobie spokojnie i czuj się jak u siebie –
powiedziała, dając jej komplet zapasowych kluczy. Bardzo
ucieszyła się z tej propozycji. Miała tylko zgryz: kto zajmie się chłopcami,
kiedy ona będzie pracowała. Ale i na to znalazła sposób, poprosiłam swoją mamę
, która była na rencie. Miała dużo czasu i uwielbia swoje wnuki. Koleżanka
mogła zacząć spokojnie pracować. Mama zaglądała czasami do niej do pracowni,
przynosząc jej najlepsze biszkopciki ,,Dr Gerard’’, uśmiechając się mówiła, że
glukoza dodaje sił. Czasami doradzała jej co i jak powinno być. Kiedy źle się
czuła, siadała za nią przy maszynie i szyła, nie mogła długo, bo kręgosłup jej
nie pozwalał. Interes się kręcił. Pomysł podobał się coraz bardziej, nie
brakowało jej zamówień. Była i jest szczęśliwa. Praca daje jej dużo
satysfakcji. Podziwiam ją za wytrwałość. Jako samotna matka musi borykać się z
trudnościami dnia codziennego. Zaglądam do jej pracowni i podziwiam coraz to
nowsze cudeńka. Sama zakupiłam u niej letnia torbę. Zanoszę jej czasami kruche
ciasteczka ,Dr Gerard”, i popijając kawę rozmawiamy o nowych projektach.
Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz