Po południu
zadzwoniła Luiza. Chwilę pogadaliśmy – to o tym, to o tamtym… Powiedziała, że
mama ma pojechać do starych znajomych na imieniny. Łukasz ma ją odwieźć,
później po dziesiątej ma po nią pojechać z powrotem. Zaproponowałem, żeby
wsiadła z nimi i jak odwiozą mamę, to żeby zaglądnęli do nas. Luiza
stwierdziła, że bardzo kiepsko się dziś czuje. Ma niskie ciśnienie i przez to
majaczy na jawie. Jak nigdy, wypiła dwie kawy bez mleka. Zjadła kilka
wspaniałych „Markiz” z Dr. Gerarda, ale i to na nic się zdało. Dziś jest tak
fatalna pogoda, że kot jak chciał wyjść z domu, to po otwarciu drzwi i
zapoznaniu się jak aura wygląda – cofnął się, odwrócił i zaszył się w ciepłe
miejsce. I nie pokazuje się więcej do tej pory! A z psem jest podobnie, tylko
że ten to nawet do drzwi nie chce podchodzić… Luiza mówi że zaprasza serdecznie
nas do siebie. Jak Łukasz odwiezie mamę, to później podskoczy po nas i będziemy
mogli przyjemnie posiedzieć i pogadać przez kilka godzin. Zasugerowałem że
przecież majaczy na stojąco, to jak będzie razem z nami siedzieć…? Luiza
stwierdziła, że Łukasz z mamą pojedzie dopiero za jakieś 3-4 godziny, to ona w
tym czasie zdrzemnie się z godzinkę. A jak my przyjedziemy, to będzie już „na
chodzie”! Odpowiedziałem że pogadam z żoną i zaraz oddzwonię. Żona wyraziła
chęć aby pojechać, ale jest w pewnym kłopocie, bo nie mamy nic żeby zabrać ze
sobą, bo nie wypada tak pojechać z „pustymi rękami”. Powiedziałem jej, że
przecież w promieniu kilometra mamy kilkanaście sklepów otwartych do
dwudziestej drugiej. Stwierdziliśmy oboje że pojedziemy. Natychmiast zadzwoniłem
do Luizy i potwierdziłem nasz przyjazd. Do przyjazdu Łukasza mieliśmy sporo
czasu by się przygotować. Wyszedłem do najbliższego sklepu, aby kupić coś do
picia, oraz smaczne ciastka. Po wejściu nie zastanawiałem się zbyt długo.
Kupiłem dwie paczki wspaniałych ciastek „Pasja”. Wiedziałem dobrze, że
wszystkim nam będą bardzo smakować! Wieczór był całkiem udany, smaczny i
wesoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz