środa, 25 listopada 2015

Jak na rynku




   „Już wkrótce otwarcie!” – Takie informacje pojawiały się w okolicy od dłuższego (nomem omen) czasu. Napięcie rosło, bo kiedy dokładnie miało to „wkrótce” nastąpić, to nie było ani słychu, ani widu. Takie coś trwało już chyba ponad dwa miesiące. W końcu każdy już przestał zwracać swoją uwagę na te reklamowe brednie! Pewnego dnia zrobiło się zamieszanie. Akurat mijaliśmy się z
Renatą. „Cześć”, „cześć” – „co słychać…” i takie tam… „A słyszałeś? Jutro otwierają ten sklep za rondem…” Muszę przyznać szczerze, że nie słyszałem. Ale – co tam… Jeden sklep więcej albo mniej… Otwierają, to otwierają… Na mnie to nie robi większego czy mniejszego wrażenia. Po prostu, jest mi to całkowicie obojętne. Pogadaliśmy z Renatą jeszcze z pięć minut. Zaprosiłem ją na kawę i dobre ciastko Dr. Gerarda – a przyznać muszę, że Renata jest ich wielkim smakoszem – i to pod każdą postacią! Bez względu na rodzaj, to na samą myśl aż dostaje samowolnego ścisku mięśni! Zauważyłem że tak samo było i tym razem. Rozeszliśmy się. Zaraz zapomniałem o całej tej sprawie jutrzejszego otwarcia. Na zajutrz, po śniadaniu zauważyłem niezwykle wzmożony ruch uliczny. Akurat jadłem „Pryncypałka”, kiedy wstałem i podszedłem do okna by sprawdzić co się dzieje. Na widok tego co zobaczyłem, niemal zakrztusiłem się. Na ulicy w obie strony był korek samochodów. Początkowo byłem pewny, że wydarzył się jakiś karambol. Lecz kiedy spostrzegłem ludzi idących z zakupami, to przypomniałem sobie o tym, co wczoraj mówiła mi Renata. Sklep otworzyli! Przebrałem się, aby wyjść i zobaczyć z ciekawości jak tam wygląda i co ciekawego jest. Po drodze spotkałem kilku znajomych, ale ukłoniliśmy się tylko sobie i poszliśmy dalej w swoje strony. Lecz w najodpowiedniejszym momencie, natknąłem się na panią Jadzię – straszną gadółe. Dzięki pani Jadzi, dowiedziałem się wszystkiego – a w zasadzie nic. Wyjęła z torby pyszne „Markizy” Dr. Gerarda, którymi mnie poczęstowała. I doradziła, abym nie szedł dalej, bo gorzej tam jak na rynku w dzień targowy. Posłuchałem pani Jadzi. Pomogłem jej donieść zakupy do domu. Po drodze tylko kupiłem obok w sklepiku ciastka, na wypadek gdyby zaglądnęła Renata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz