To był poniedziałek. Zawsze uwielbiałam ten dzień tygodnie, mimo że większości ludzi kojarzy się ona z pójściem do pracy po weekendzie, dla mnie był czymś dużo wspanialszym - dniem spotkania z ukochaną babcią.
Już w sobotę przygotowałem się do odwiedzin babci. Udałem się do marketu, by kupić słodycze Dr Gerarda, za którymi babcia przepada. Wśród wielu wyrobów Dr Gerarda wybrałem Pierniki -jabłko z cynamonem, Pryncyopałki w czekoladzie i Wafelki z kremem o smaku śmietankowym. Mam nadzieję, a raczej jestem pewien, że babci te słodycze na pewno będą smakowały.
Mieszkanie babci Elżbiety jest małe i przytulne. Podłogi są wyściełane grubymi, wzorzystymi dywanami. Ściany ozdabiają namalowane przez babunię obrazy. Na kredensie stoją liczne pamiątki z podróży. Maski afrykańskich plemion, znalezione na plaży połyskujące kamyczki i piękne muszelki. Jednak to co przyciaga wzrok to ściana naprzeciwko drzwi na której stoi wielki regał pelen książek. Babcia kocha je czytać w miedzyczasie przegryzając słodycze Dr Gerarda.
Babcia jest mimo swojego wieku kobietą energiczną. Nigdy się nie poddaje i zawsze znajdzie radę na wszystkie moje problemy. Często zamyślona, pogrążona głeboko w przeczytanej właśnie książce, czy powracająca do wspomnień z licznych dalekich podróży miesza właśnie kolejną zupę, sos czy sałatkę lub dogląda dochodzącej w piekarniku zapiekanki. Uwielbia gotować.
Gdy docieram pod jej drzwi moim oczom ukazuje się staromodna kołatka z głową lwa. Uśmiecham się pod nosem na jej widok i lekko stukam. Drzwi otwiera wysoka, chuda kobieta odziana w fartuch w niebieską kratę. Jej czarne, związane w luźny kok włosy w których widać już pasma siwizny przypruszyła biała mąką. Najwyraźniej coś piekła. Wpadłem jej w ramiona a ona odwzajemniła uścisk.-Co pieczesz? - zapytałem.
- Zgadnij- odpowiedziała uśmiechając się.
Wciągnąłem powietrze w nozdrza. Cynamon. Już wiedziałem co siedzi w piekarniku.
- Cynamonowe bułeczki - wykrzyknąłem.
- Zrobiłam je specjalnie dla ciebie - wyjaśniła babcia Ela.
-A ja kupilem trochę słodyczy Dr Gerarda, bo wiem, że uwielbiasz tej firmy łakocie.
Ucieszony pobiegłem do kuchni i chwyciłem w palce jeszcze ciepły smakołyk. Ugryzłem kęs i pomyślałem, że tak właśnie smakuje dom.
Błogo, rozkosznie i cynamonowo.
Poniedałkowe popołudnie bardzo szybko minęło i żal było wracać do domu. Zapewne niebawem znów odwiedzę babcię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz