Witam.
Początek wakacji zapowiadał się cudownie. Słońce, plaża i ja z rodziną.
Niestety, tak nie było. Początek lipca przywitał nas chorobą mojej córki. Nie
wiadomo z czego dostała wysokiej temperatury i wylądowaliśmy na ostrym dyżurze
. Przeszła szereg badań, a my nasz wyjazd przełożyliśmy na później. Kiedy
czekaliśmy na wyniki badań wyciągnęłam najlepsze kruche ciasteczka i
poczęstowałam nimi męża. Nie miał ochoty na jedzenie, ale poczęstował się i
uśmiechnął. Sama także wzięłam krakersa i ugryzłam. Był pyszny, Popatrzyłam na
opakowanie i zobaczyłam na niej firmę ,,Dr Gerard”. Uśmiechnęłam się z myślą,
że powinnam je podać naszej kochanej córeczce, bo to przecież od doktora.
Wyników jeszcze nie było, a ja miałam okazję obejrzeć opakowanie tych ciastek i
poczytać co one w sobie mają. Byłam z opisu zadowolona. Po dwóch godzinach
wyszedł do nas lekarz i stwierdził , że to nic groźnego. Okazało się, że córka
dostała jakiegoś zatrucia, które tylko powodowało wysoką temperaturę. Otrzymała
kroplówkę wzmacniająca i po czterech godzinach wróciliśmy do domu. Córka była
osłabiona, ale pomału wracał jej humor. Zaczęła żartować i pytać o której jedziemy
na wyczekiwane wakacje. Niestety na to musieliśmy poczekać jeszcze kilka dni. Kiedy
wiedzieliśmy , że nasze dzieci są całkowicie zdrowe, zapakowaliśmy nasze
walizki i udaliśmy się nad morze. Na drogę kupiłam różnego rodzaje przekąsek.
Jedne były słodkie, a inne solone .Wybrałam Kruche Baletki, Listki Deserowe
oraz Krakersy kanapki paprykowe. Dla każdego coś dobrego. Wszystkie produkty
były z naszej ulubionej firmy ,,Dr Gerard”,. On pomógł nam przeczekać trudne
chwile w szpitalu. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz