czwartek, 14 lipca 2016

Biszkopty – coś co lubię



Mała Eliza cieszy się wyjściem na spacer. To taki rodzinny spacer po Starówce i po parku. Po dotarciu na miejsce na chwilę zatrzymaliśmy się w ogródku na lodach. Następnie wolnym krokiem wyruszyliśmy w stronę parku. Eliza chciała karmić kaczki pływające w oczku wodnym. Niestety ogłoszono zakaz dokarmiania ptactwa zamieszkującego tereny parkowe. W związku z tym dziecko posmutniało i zaczęło marudzić. Postanowiliśmy wobec tego wrócić na Starówkę. Tymczasem mała rozpłakała się na dobre, twierdząc że nie da rady dalej iść. Przysiedliśmy na ławce na skraju parku. Poczęstowałam ją moimi ulubionymi Biszkoptami Morelowymi z białą polewą marki Dr Gerard. Mała swoim zwyczajem zaczęła od zlizywania polewy. Łzy przestały płynąć z wielkich ciemnych oczu. Twarzyczka poweselała. W objęciach mamy, z pysznym ciasteczkiem w rączkach poczuła się wyśmienicie. Stwierdziliśmy, że możemy iść dalej. Jednak po zaledwie paru krokach Eliza rozpłakała się na nowo, twierdząc że bolą ją nóżki. Na zmianę nieśliśmy ja na rękach. Powoli dotarliśmy do Starego Miasta. Wpadłam na pomysł aby pokarm przeznaczony dla kaczek oddać gołębiom. Rozkruszyłam bułkę i wysypałam na chodnik. Eliza dołączyła do mnie. Ucieszyło ją obcowanie z ptactwem. Jeden z gołębi, taki odważniejszy jadł jej z ręki. Dziewczynka zdawała się już nie pamiętać o bolących nóżkach. Wciąż biegała i dokazywała. Po godzinie szaleństw na deptaku sama zgłodniała. Poprosiła mnie o biszkopciki od Dr Gerarda. Stwierdziłam, że moje ulubione biszkopty morelowe z polewą mają wzięcie. Razem z dzieckiem cała rodzinka się nimi posilała. Miałam jeszcze na dnie torby zachomikowane Pychotki. To na wypadek, gdyby tych pierwszych zabrakło. Lubię mieć taką rezerwę. Gdy w rodzinie ma się samych łasuchów to jest to wskazane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz