Mała Eliza cieszy się wyjściem na
spacer. To taki rodzinny spacer po Starówce i po parku. Po dotarciu na miejsce na
chwilę zatrzymaliśmy się w ogródku na lodach. Następnie wolnym krokiem
wyruszyliśmy w stronę parku. Eliza chciała karmić kaczki pływające w oczku
wodnym. Niestety ogłoszono zakaz dokarmiania ptactwa zamieszkującego tereny
parkowe. W związku z tym dziecko posmutniało i zaczęło marudzić. Postanowiliśmy
wobec tego wrócić na Starówkę. Tymczasem mała rozpłakała się na dobre, twierdząc
że nie da rady dalej iść. Przysiedliśmy na ławce na skraju parku. Poczęstowałam
ją moimi ulubionymi Biszkoptami Morelowymi z białą polewą marki Dr Gerard. Mała
swoim zwyczajem zaczęła od zlizywania polewy. Łzy przestały płynąć z wielkich
ciemnych oczu. Twarzyczka poweselała. W objęciach mamy, z pysznym ciasteczkiem
w rączkach poczuła się wyśmienicie. Stwierdziliśmy, że możemy iść dalej. Jednak
po zaledwie paru krokach Eliza rozpłakała się na nowo, twierdząc że bolą ją
nóżki. Na zmianę nieśliśmy ja na rękach. Powoli dotarliśmy do Starego Miasta.
Wpadłam na pomysł aby pokarm przeznaczony dla kaczek oddać gołębiom.
Rozkruszyłam bułkę i wysypałam na chodnik. Eliza dołączyła do mnie. Ucieszyło
ją obcowanie z ptactwem. Jeden z gołębi, taki odważniejszy jadł jej z ręki.
Dziewczynka zdawała się już nie pamiętać o bolących nóżkach. Wciąż biegała i
dokazywała. Po godzinie szaleństw na deptaku sama zgłodniała. Poprosiła mnie o
biszkopciki od Dr Gerarda. Stwierdziłam, że moje ulubione biszkopty morelowe z
polewą mają wzięcie. Razem z dzieckiem cała rodzinka się nimi posilała. Miałam
jeszcze na dnie torby zachomikowane Pychotki. To na wypadek, gdyby tych
pierwszych zabrakło. Lubię mieć taką rezerwę. Gdy w rodzinie ma się samych łasuchów
to jest to wskazane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz