Siedziałem sobie
spokojnie, przeglądając jakiś tygodnik, zajadając świeżuteńkie i słodziutkie
maliny, na przemian z Listkami deserowymi – Dr. Gerarda, oraz słuchając śpiewu
ptactwa za oknem. Pomiędzy drzewami nad strumykiem, zagwizdała wilga… Będzie
deszcz – pomyślałem sobie… Helenka zapytała mnie:
- Idziesz ze mną do Krysi, czy masz jakieś inne plany?
- Do Krysi??? A po co ja mam iść z tobą – i kiedy…? –
Odpowiedziałem leniwie od niechcenia…
Od południowego
zachodu zaczęły wyciągać się jakieś ciemne chmury…
- Będzie padać. – Powiedziałem do Helenki.
- Jeśli nawet – to „z dużej chmury, mały deszcz”. Umówiłyśmy
się z Krysią, bo mam pomóc dobrać jej kapelusz do sukni. Nie chce mi się samej
iść… A gdybyś poszedł ze mną, to oddałbyś Dzidkowi to CB radio… - Zaproponowała
Helenka.
- Za bardzo też mi się nie chce… Ale tego starego grata –
faktycznie pasowałoby oddać… Dobra – idę! – Odpowiedziałem po namyśle.
Wiał ciepły
południowy wiatr. Promienie słońca przeplatały się między lukami w chmurach. Wilga
gwizdała coraz częściej… Do Krysi i Dzidka mieliśmy niecałe 500m. Szliśmy sobie
spacerkiem.
- Trzeba wejść do sklepu i kupić jakiś smakołyk do kawy, bo
Krysia zapewne chętnie zaserwuje nam – jak zwykle – kawę w wersji po irlandzku!
– Zaproponowałem.
- Mam już, przygotowaną osobiście, super niespodziankę! – Dumnie
odparła Helenka.
- Ciekawe co to za super niespodzianka… Pewno jakieś
suchary, zapakowane w foliową okolicznościową folię! – Zadrwiłem z Helenki.
- Ty to zawsze jesteś złośliwy! Ale wyobraź sobie, że wcale
nie! Dobrze – zaraz powiem… Kupiłam - Ciasteczka kokosowe z polewą – firmy Dr.
Gerard. One są takie… Mmm… Och! Fantastyczne! – Rozmarzyła się Helenka.
- No wiem przecież, że są pyszne. Ale kupiłaś – i co…? –
Zapytałem.
- Kupiłam – i zrobiłam z nich markizy, z nadzieniem malinowym.
– odpowiedziała Helenka.
- I nic mi o tym wcześniej nie powiedziałaś??? A jeśli to
nie będzie nadawało się do zjedzenia?! – Zapytałem nieco podirytowany.
- To miała być niespodzianka! Obawiałam się, że jeśli się
dowiesz, to nie doczekają do momentu mojego wyjścia… - Wyjaśniła Helenka.
- Cóż… Jeśli byłyby takie smaczne jak sobie wyobrażam, to
faktycznie mogłoby się tak skończyć… - Odparłem spokojnie.
W rzeczywistości,
markizy wymyślone przez Helenkę były lepsze, niż można było je sobie wyobrazić!
A z kawą po irlandzku, smakowały wszystkim wybornie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz