wtorek, 19 lipca 2016

Ciastka z oryginalnym nadzieniem



               
   Siedziałem sobie spokojnie, przeglądając jakiś tygodnik, zajadając świeżuteńkie i słodziutkie maliny, na przemian z Listkami deserowymi – Dr. Gerarda, oraz słuchając śpiewu ptactwa za oknem. Pomiędzy drzewami nad strumykiem, zagwizdała wilga… Będzie deszcz – pomyślałem sobie… Helenka zapytała mnie:

- Idziesz ze mną do Krysi, czy masz jakieś inne plany?

- Do Krysi??? A po co ja mam iść z tobą – i kiedy…? – Odpowiedziałem leniwie od niechcenia…

   Od południowego zachodu zaczęły wyciągać się jakieś ciemne chmury…

- Będzie padać. – Powiedziałem do Helenki.

- Jeśli nawet – to „z dużej chmury, mały deszcz”. Umówiłyśmy się z Krysią, bo mam pomóc dobrać jej kapelusz do sukni. Nie chce mi się samej iść… A gdybyś poszedł ze mną, to oddałbyś Dzidkowi to CB radio… - Zaproponowała Helenka.

- Za bardzo też mi się nie chce… Ale tego starego grata – faktycznie pasowałoby oddać… Dobra – idę! – Odpowiedziałem po namyśle.

   Wiał ciepły południowy wiatr. Promienie słońca przeplatały się między lukami w chmurach. Wilga gwizdała coraz częściej… Do Krysi i Dzidka mieliśmy niecałe 500m. Szliśmy sobie spacerkiem.

- Trzeba wejść do sklepu i kupić jakiś smakołyk do kawy, bo Krysia zapewne chętnie zaserwuje nam – jak zwykle – kawę w wersji po irlandzku! – Zaproponowałem.

- Mam już, przygotowaną osobiście, super niespodziankę! – Dumnie odparła Helenka.

- Ciekawe co to za super niespodzianka… Pewno jakieś suchary, zapakowane w foliową okolicznościową folię! – Zadrwiłem z Helenki.

- Ty to zawsze jesteś złośliwy! Ale wyobraź sobie, że wcale nie! Dobrze – zaraz powiem… Kupiłam - Ciasteczka kokosowe z polewą – firmy Dr. Gerard. One są takie… Mmm… Och! Fantastyczne! – Rozmarzyła się Helenka.

- No wiem przecież, że są pyszne. Ale kupiłaś – i co…? – Zapytałem.

- Kupiłam – i zrobiłam z nich markizy, z nadzieniem malinowym. – odpowiedziała Helenka.

- I nic mi o tym wcześniej nie powiedziałaś??? A jeśli to nie będzie nadawało się do zjedzenia?! – Zapytałem nieco podirytowany.

- To miała być niespodzianka! Obawiałam się, że jeśli się dowiesz, to nie doczekają do momentu mojego wyjścia… - Wyjaśniła Helenka.

- Cóż… Jeśli byłyby takie smaczne jak sobie wyobrażam, to faktycznie mogłoby się tak skończyć… - Odparłem spokojnie.

   W rzeczywistości, markizy wymyślone przez Helenkę były lepsze, niż można było je sobie wyobrazić! A z kawą po irlandzku, smakowały wszystkim wybornie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz