środa, 20 lipca 2016

Moje ulubione biszkopty na grzybobraniu.

            Witam serdecznie. Wczoraj nie mogłem napisać nawet kilku słów do Was, ponieważ wyjechaliśmy do lasu. Było ciepło i przestało padać. Na basen nie można było iść, więc aby spędzić czas poza domem, wybraliśmy się na grzybobranie. Dzieci miały kolejną atrakcję. Dodam, że za godzinę wybieramy się nad jezioro. Tak wykorzystujemy urlop mojej małżonki. Codziennie coś ciekawego. Wracając do wczorajszego dnia. Rano padało, szybkie sprzątanko i pospieszna kawa z ciasteczkiem „dr Gerard” i czekamy na to, by się rozpogodziło. Zostałem wysłany do marketu po ostatnie zakupy, świeże bułeczki, napoje i moje ulubione biszkopty. Do koszyka zapakowałem Biszkopty morelowe z polewą i Pychotki. Dodam, że te pyszne przekąski maję nie tylko pyszny biszkopta, ale również owocowe nadzienie. Co mam zrobić, już zaniechałem mojej diety? Zabrakło mi samozaparcia, w stosunku do tak dobrych produktów. Wracając do grzybów. Gdy już zajęliśmy już swoje miejsca w samochodzie, zaprosiliśmy bratanicę, więc mieliśmy komplet. Na miejscu byliśmy po niespełna godzinie. Przygotowani w kalosze, kurtki przeciwdeszczowe i nożyki poszliśmy w las. Po kilku minutach dałem sobie spokój z przedzieraniem się przez młode brzozy, wyszedłem na alejkę. Dzieci i żoneczka dalej zbierały. Po uzbieraniu połowy wiaderka zrobiliśmy przerwę. Grzybiarze zrobili atak na prowiant. Tak głodnych pociech jeszcze nie widziałem. To chyba to leśne powietrze? Nie oszczędzili nawet moich ulubionych biszkoptów. Udało mi się uratować dwa ciastka Pychotki smak wiśniowy. To i tak było mi za mało. W złym nastroju wróciłem do miasta. Na pociechę zostaliśmy wszyscy zaproszeni do Mamy na obiad. Były to kluski ziemniaczane z kapustą. Na samą myśl leci mi ślinka. Po takim obiedzie już do wieczora byłem syty i zadowolony.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz