„Wszystko dobre, co
się dobrze kończy!” – To bardzo mądre powiedzenie, jest czasami zbawienne! Tak
jak dziś u mnie… Już wczoraj zanosiło się na to, że dziś będzie ciężko. Ale
nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy! Wieczorem pod prysznicem „sprawdzałem”
głową wytrzymałość kranu… Powiem od razu, że mocny jest! Nawet nie zostało na
nim śladu! Na głowie za to, zrobiło mi się lekkie wgniecenie – a później mała
wypukłość… No i „odprysk” się pojawił… Konsekwencją tego wydarzenia było, że
nie mogłem normalnie spać. W sen zapadłem dopiero nad ranem, kiedy to cholernie
skrzeczące sroki zaczęły dokazywać na drzewie, nieopodal okna. Podniosły mi
ciśnienie tym swoim wrzaskiem, ale w końcu ucichły a ja ze zmęczenia zasnąłem…
Pospałem niezbyt długo, bo o wpół do ósmej zadzwonił budzik. Dostał jednak w
„czapę” – gruchot jeden – i też zasnął! Za chwilę jednak, ktoś zaczął dobijać
się do drzwi. Początkowo zbagatelizowałem sprawę, lecz po ponownym –
gwałtowniejszym pukaniu, wstałem i jeszcze zaspanym, chwiejnym krokiem,
podszedłem do drzwi.
- Kto tam? – Zapytałem.
- Ciasteczka „Dr. Gerard!” – Odpowiedział znajomy głos
przyokazyjnego sprzedawczyka – który pojawia się od czasu do czasu, oferując
„Szwarc, mydło i powidło”.
Początkowo miałem
ochotę zwyzywać domokrążcę i wysłać go do „siedmiu diabłów”! Ledwo patrzyłem
jednym okiem i myślami byłem jeszcze na zaścielonym ciepłym łóżku… Opanowałem
się jednak w porę! Zapytałem od niechcenia:
- Jakie te ciastka pan ma…?
- No – Dr. Gerard! Takie jak pan lubi! Kruche Baletki i Maślany
listek! – Odpowiedział.
Rzeczywiście – te
lubię najbardziej… I akuratnie wczoraj zjadłem ostatnie ciastko… Dziś i tak
miałem wyjść, aby sobie jakieś kupić…
- Otworzyłem drzwi.
- Dawaj pan po jednym! – Wymamrotałem.
- Tylko po jednym??? – Zirytował się domokrążca…
Nie byłem jeszcze
zbyt rozmowny… Kiwnąłem tylko głową, zapłaciłem i podziękowałem… Pomyślałem
sobie, że dzień zaczyna się lepiej, niż kończył się wczorajszy dzień…
Zobaczymy, co będzie dalej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz