Jak to w życiu bywa „coś się zaczyna i coś się kończy” albo
„wszystko, co dobre, szybko się kończy” czas wrócić do rzeczywistości.
Nam również czas szybko umykał. W dodatku taki szmat drogi do
pokonania. Ale to nic, Ksawek tradycyjnie wcześnie rano oznajmił wszystkim pobudkę.
Brat, rad nierad, powędrował do kuchni w celu przygotowania śniadania. Bratowa zaś
czyniła macierzyńską powinność, tj. karmiła piersią dopiero co ochrzczoną
członkinię domu. A my w oczekiwaniu na śniadanie, aby nam się nie nudziło, mieliśmy
czas wypełniany przez wodzireja domu tj. Ksawerka. Zarówno jemu, jak i nam nie
nudziło się w oczekiwaniu na posiłek.
Brat przy śniadaniu oznajmił, iż na nasz odjazd poszperał na
stronce www.drgerard.eu i w
deserotece wyszukał przepis na pyszny deser lodowy, którym chce nas pożegnać, a
jest nim: „Deser lodowy z domowym sosem z gorzkiej czekolady z miksem kruchych
ciasteczek i rurek waflowych” Dr Gerarda. Wszyscy razem zasiedliśmy do
śniadania, a w trakcie posiłku wspominaliśmy chrzciny. Po śniadaniu, zabraliśmy
dzieci i poszliśmy na długi spacer po mieście. Po drodze wstąpiliśmy do parku,
na miejsce rozrywek dla dzieci, gdzie Ksawek maksymalnie wykorzystał wszystkie
atrakcje.
Brat został w domu w celu przygotowania obiadu pożegnalnego i
deseru z deseroteki Dr Gerarda, który
obiecał nam zrobić z okazji odjazdu.
Po szaleństwach miastowo-parkowych wróciliśmy do domu wymęczeni
i wygłodniali. Brat, gdy tylko nas zobaczył, zaczął obawiać się, iż obiadu,
który przygotował może braknąć. Ale, jak to mówią, strach ma wielkie oczy. Deser
zaserwowany po obiedzie przerósł nasze najśmielsze wyobrażenia. Był przepyszny,
tylko trochę za mały.
Po obiedzie odpoczęliśmy chwilę, pożegnaliśmy się i ruszyliśmy
w drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz