Pod koniec lipca odbędą się Światowe Dni Młodzieży. Mamy
dwoje dorosłych dzieci Kamil 18 lat, a Małgosia 19 lat. Razem aktywnie
uczestniczą w przygotowaniach do tej uroczystości. Zgłosili się jako wolontariusze i mają prawie
codziennie szkolenia. W grupie jest ich ponad dwadzieścia. Każda osoba składała
się po pięćdziesiąt złotych na wyposażenie. Dostali plecak, po dwie bluzki,
czapkę z daszkiem, płaszcz przeciwdeszczowy i inne drobiazgi. Wszystko było w
kolorze jasno niebieskim z napisami Światowe Dni Młodzieży. W parafii jest
kilka grup wolontariuszy. Oprócz tego przyjmujemy troje pielgrzymów za granicy,
a konkretnie z Francji. Dzieci chciały, abyśmy zaprosili więcej osób lecz ja
nie zgodziłam się. Prawdopodobnie
młodzież będzie posługiwała się językiem angielskim. Od pewnego czasu nasz dom
nie zamyka się, ponieważ koledzy i koleżanki
przychodzą z różnymi sprawami. Pewnego razu w naszym mieszkaniu zrobili
sobie zebranie w sprawie zjazdu młodzieży. Przyszło ich około dwunastu osób.
Zaproponowałam, aby poszli na łono natury do ogrodu. Z domu zabrali koce, karimaty.
Syn podjechał do sklepu po napoje i jakieś przekąski. Kupił każdej osobie
drożdżówkę, dwie paczki biszkoptów morelowych z polewą, dwie paczki ciastek
agrestowych, dwie paczki maślanych listków produkcji Dr. Gerarda. Są to jego
ulubione słodycze. Dziewczyny poukładały każdemu na papierowy talerzyk jednakową
porcje ciastek, a napoje pili z kubków plastikowych. Pewnie już teraz
przyzwyczajają się do trudniejszych warunków. W tym roku zrezygnowaliśmy z
wyjazdu wypoczynkowego. Chociaż musimy wziąć urlop, bo nie dojedziemy do pracy.
W domu prywatnym jest sporo zajęć.
Niektóre rzeczy były odkładane na później. W planach mamy pomalowanie
ogrodzenia, tylko zastanawiamy się nad doborem koloru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz