Imieniny w pracy,
Tym razem przygotowałam coś zupełnie wyjątkowego. Zrobiłam bomby mafijne według przepisu znalezionego na stronie deseroteki Dr Gerarda. Do tego dokupiłam opakowanie ciasteczek agrestowych i biszkoptów morelowych z polewą z firmy Dr Gerard. Jak dotąd dla mnie jest to najlepsza firma produkująca wyśmienite słone i słodkie przysmaki. Znając ogromny apetyt współpracowników wolałam się dobrze zaopatrzyć w słodki poczęstunek. W pokoju socjalnym czekała na mnie miła niespodzianka. Oprócz wprost ogromnego bukietu herbacianych róż dostałam pięknie haftowaną serwetę. Spontaniczne życzenia, uściski i radosny nastrój, to coś co mnie bardzo ucieszyło. Serweta również była w odcieniach herbacianych róż. Sprawiło mi to wszystko dużą przyjemność. Oczywiście przerwa śniadaniowa przedłużyła się do godziny, ale przecież nie mogła trwać w nieskończoność. Trzeba było powrócić do pracy i nadgonić stracony czas. Każdy z nas zabrał ze sobą talerzyk z kilkoma biszkoptami i smacznymi ciasteczkami agrestowymi. Śmiali się, że ciasteczka z nadzieniem owocowym pozwolą przetrwać im kolejny upalny dzień w pracy. Pewnie coś w tym jest. Te łakomczuchy zawsze znajdą jakieś usprawiedliwienie na swój niepohamowany apetyt. Reszta dnia minęła bardzo pracowicie. Po pracy jak nakazuje nasz ustalony przed laty zwyczaj, całą ekipą poszliśmy do pubu. Wesoła gromadka , którą tworzyliśmy została entuzjastycznie przyjęta przez personel pracujący w tym pubie. Tutaj moim prezentem imieninowym od szefa i załogi był przygotowany specjalnie dla mnie drink Mochito. Właściciel lokalu sam go przygotował, udekorował lionką i parasolką, następnie przyniósł mi go osobiście. Poczułam się wyróżniona i moja próżność została mile połechtana. Popołudnie minęło znów zbyt szybko. Około dwudziestej z żalem rozstaliśmy się. Po mnie przyjechał Filip. Kto nie miał zapewnionego transportu do domu, korzystał z podwózki przyjaciół. I tak oto kolejne imieniny już za mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz