Drogi
pamiętniku z wakacji, jest czwartek połowa lipca za nami. Jeszcze kilka dni
urlopu i żona wraca do pracy. Zostanę sam na polu bitwy. W starciu dzieci
rodzice, na razie wygrywamy. Plusujemy dzięki wyjazdom wakacyjnym i słodyczom „dr
Gerard”. Wczoraj byliśmy na wodnym placu zabaw. Gdzie można było spędzić czas
pod armatkami wodnymi, grzybkami, biczami i fontannami a dla najmłodszych jest
brodzik. Oczywiście wszystkie ciekawe miejsca są poza granicami mojego miasta. Trzeba
wszędzie jechać. Co wiąże się z zaopatrzeniem w słodycze, kanapki i napoje. Panie
z mojego sklepiku już na progu pytają, jakie ciastka z Gerarda dzisiaj? Wczoraj
miały nową dostawę i zachwalały cytuję „Andruty sama słodycz”. Skusiłem się,
kupiłem Andruty czekoladowe, bo lubię i Andruty kokosowe, bo dzieci lubią. Byłem
bardzo zdziwiony jak moja córcia wcinała ciastka kokosowe. Po drodze przejeżdżaliśmy przez rodzinne miejscowości
Teściów. Była, więc okazja opowiedzieć dzieciom o historii naszej rodziny. O miejscach
związanych z naszymi przodkami. I tak minęła połowa drogi. Na kąpielisku
spędziliśmy dwie godziny. Zostałem siłą zaciągnięty do zabawy. Byłem bardzo
stanowczy. Broniłem się chyba ze dwie sekundy. Kocham wodę! Kocham kąpiele i
zabawy wodne. Laliśmy się wodą, chlapaliśmy w brodziku, oblewały nas wiadra
wody. Tylko, co jakiś czas nasza kochana Mama wołała nas na słodką przekąskę. Inaczej
dzieci nie wyszłyby z wody. Brody im się już trzęsły z zimna a usta miały sine.
Słońce nas ogrzewało i delikatnie muskało promieniami. Dopiero po powrocie do
domu okazało się, że nie smarowanie kremem z filtrem było błędem. Przypominałem
czerwonego buraka. W ruch poszła pianka na oparzenia. Aby mnie pocieszyć moja
ślubna poczęstowała mnie, Choco cool śmietankowe. Pomogło. Moja Tosia na dzisiaj
też zaplanowała wyjazd na wodny plac zabaw. I znów mam kupić te pyszne Andruty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz