czwartek, 21 lipca 2016

Kolejny wyjazd, kolejny przysmak. Tym razem Andruty.

            Drogi pamiętniku z wakacji, jest czwartek połowa lipca za nami. Jeszcze kilka dni urlopu i żona wraca do pracy. Zostanę sam na polu bitwy. W starciu dzieci rodzice, na razie wygrywamy. Plusujemy dzięki wyjazdom wakacyjnym i słodyczom „dr Gerard”. Wczoraj byliśmy na wodnym placu zabaw. Gdzie można było spędzić czas pod armatkami wodnymi, grzybkami, biczami i fontannami a dla najmłodszych jest brodzik. Oczywiście wszystkie ciekawe miejsca są poza granicami mojego miasta. Trzeba wszędzie jechać. Co wiąże się z zaopatrzeniem w słodycze, kanapki i napoje. Panie z mojego sklepiku już na progu pytają, jakie ciastka z Gerarda dzisiaj? Wczoraj miały nową dostawę i zachwalały cytuję „Andruty sama słodycz”. Skusiłem się, kupiłem Andruty czekoladowe, bo lubię i Andruty kokosowe, bo dzieci lubią. Byłem bardzo zdziwiony jak moja córcia wcinała ciastka kokosowe. Po drodze  przejeżdżaliśmy przez rodzinne miejscowości Teściów. Była, więc okazja opowiedzieć dzieciom o historii naszej rodziny. O miejscach związanych z naszymi przodkami. I tak minęła połowa drogi. Na kąpielisku spędziliśmy dwie godziny. Zostałem siłą zaciągnięty do zabawy. Byłem bardzo stanowczy. Broniłem się chyba ze dwie sekundy. Kocham wodę! Kocham kąpiele i zabawy wodne. Laliśmy się wodą, chlapaliśmy w brodziku, oblewały nas wiadra wody. Tylko, co jakiś czas nasza kochana Mama wołała nas na słodką przekąskę. Inaczej dzieci nie wyszłyby z wody. Brody im się już trzęsły z zimna a usta miały sine. Słońce nas ogrzewało i delikatnie muskało promieniami. Dopiero po powrocie do domu okazało się, że nie smarowanie kremem z filtrem było błędem. Przypominałem czerwonego buraka. W ruch poszła pianka na oparzenia. Aby mnie pocieszyć moja ślubna poczęstowała mnie, Choco cool śmietankowe. Pomogło. Moja Tosia na dzisiaj też zaplanowała wyjazd na wodny plac zabaw. I znów mam kupić te pyszne Andruty.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz