W niedzielę rano siostra zadzwoniła do nas i oznajmiła, iż po
południu wybiera się do domku po babci oraz zapytała czy zechcę zabrać się z
nimi. Z takich okazji nie należy rezygnować, gdyż nigdy nie wiadomo co jutro
Cię czeka. Skoro przyjechali, to przy okazji wstąpiliśmy na cmentarz, na groby dziadków
i rodziców .Będąc już na miejscu, szwagier wyniósł z domku krzesła przed dom, a
siostra wstawiła wodę na kawę, gdyż pochwaliła się, że po drodze wstąpili na
zakupy i kupili „Moje ulubione biszkopty” od Dr Gerarda. Tak więc relaks w domku rozpoczęliśmy od kawy i „Moich
ulubionych BISZKOPTÓW” takich jak: BISZKOPTY MORELOWE z POLEWĄ, PYCHOTKI,
BISZKOPTY MORELOWE z BIAŁĄ POLEWĄ i PYCHOTKI ZDOBIONE puszyste, delikatne i
jednym słowem wyborne słodkości Dr
Gerarda.
Była to wręcz niebiańska rozkosz przy kawie. Uraczyliśmy się
pysznymi BISZKOPTAMI jak nigdy.
Po chwili odpoczynku, szwagier wyjechał z garażu kosiarką
napędzaną prądem i zaczął kosić trawę, gdyż po ostatnich ulewach rośnie ona jak
na drożdżach, a nie można pozwolić, by urosła zbyt wysoka, ponieważ później będzie
problem z koszeniem. Po dłuższej chwili koszenia, syn przejął kosiarkę, a szwagier
zrobił palenisko z cegieł. Położył na nim ruszt od grilla, a pod rusztem
porąbane drewno liściaste. Grill jak malowany!
Rozpalił ogień pod rusztem i dopiero po dłuższej chwili położył
przygotowaną kiełbasę na rozgrzany ruszt.
Zanim usmażyła się kiełbasa nad ogniem, kosiarz zakończył
koszenie trawnika i pomału sposobił się do wieczerzy.
Bardzo miło minął nam wieczór przy słodkościach Dr Gerarda i
pieczonej kiełbasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz