W piątek w pracy dowiedziałam się, że nareszcie mam wolny weekend. Planowaliśmy, że w końcu całą rodziną pojedziemy sobie gdzieś za miasto, bo pogoda zapowiadała się ładna.
Niestety mój weekend minął bardzo pracowicie, ponieważ moja mama wymyśliła sobie malowanie kuchni. Nie miałam ochoty na jakikolwiek remont, ale niestety moja mama jak sobie coś umyśli to nie przepuści musi tak być. Zebraliśmy się i w sobotę z samego rana wzięliśmy się za wynoszenie mebli, zmywarki, kuchenki i resztę rzeczy, które znajdują się w kuchni.
Mama powiedziała, że ma to być kolor niebieski, natomiast siostra upierała się przy kolorze żółtym i żadna nie chciała ustąpić. Tata, żeby usatysfakcjonować obydwie stwierdził, że pomalujemy dwie ściany na niebiesko, a dwie na żółto.
Tata z moją młodszą siostrą pojechali więc do miasta na zakupy. Dosyć długo ich nie było, zaczęliśmy się denerwować, bo przecież tyle pracy przed nami. Okazało się, więc, że oni pojechali nie tylko do sklepu z farbami, ale też do marketu, aby kupić coś słodkiego. Tata powiedział siostrze, że on bez kawy i smacznego ciastka dr Gerarda nie zacznie pracy.
Kupili kruche Baletki, listki deserowe oraz Pychotki zdobione wszystkie od dr Gerarda.
Okazało się później, że są to moje ulubione kruche ciastka dr Gerarda.
Wrócili po trzech godzinach. Tata, jak powiedział tak też zrobił. Gdy tylko wszedł do domu zaraz w korytarzu zawołał do mamy, aby szybko wstawiała wodę na kawę, bo on niesie bardzo smaczne kruche ciastka dr Gerarda.
Po kawie wzięliśmy się ostro do pracy. Tato malował, ja zaraz za nim starałam się zmywać, aby nic nie zaschło na podłodze. Siostra w łazience myła szkliwo i pozostałe naczynia.
Nawet dosyć szybko uwinęliśmy się z robotą i późnym wieczorem usiedliśmy, aby odpocząć i posmakować kolejne ciastka Dr Gerarda, bo siostra kupiła jeszcze biszkopty morelowe z polewą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz