W tym roku zaplanowaliśmy z mężem rajd rowerowy wzdłuż
polskiego wybrzeża. Bardzo lubimy jeździć na rowerach. W weekend często
wyruszamy w teren. Wtedy pakuje do torby kanapki, na deser moje ulubione kruche
baletki, ciasteczka agrestowe produkcji Dr. Gerarda. Prawie zawsze mi one towarzyszą
w podróży. Wzięliśmy sobie dwa tygodnie
urlopu wypoczynkowego. Spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy namiot, kalimaty i
inne rzeczy. Wcześniej wykupiliśmy bilety na rowery i dla nas do Świnoujścia.
Od tego miasta rozpoczynamy trasę rowerową wzdłuż morza. Przeprawiamy się
promem, potem jedziemy przez Woliński park Narodowy do Międzyzdrojów. W
Międzyzdrojach oglądamy rezerwat żubrów oraz ciągnące się klifowe wybrzeże.
Zmęczeni po podróży planujemy znaleźć nocleg. Jadąc dalej znaleźliśmy się w
Międzywodzie. Tutaj wyszukaliśmy malutki pokoik z łazienką. Po kąpieli
wyszliśmy zwiedzać miasteczko. Właśnie natrafiliśmy na festiwal gwiazd sportu.
Wieczorem dużo młodzieży spaceruje plażą. Następnego dnia rano po lekkim
śniadaniu wsiedliśmy na rower. Trasa prowadziła przez Dziwnów, Dziwnówek.
Dojechaliśmy do latarni morskiej w Niechorzu. Tutaj dłużej odpoczywaliśmy
posilając się bułkami i ciasteczkami Dr. Gerarda. Najpierw ja zwiedzałam
latarnie, a potem mąż Krzysiek. Nabraliśmy siły i dalej w drogę w kierunku
Dźwirzyna. Tam poszukaliśmy prywatnej kwatery. Zmęczeni tym razem nigdzie nie
poszliśmy. Rano wyruszyliśmy wstępując
do sklepu po bułki na śniadanie. Po posiłku długo pedałowaliśmy, dopiero
zatrzymaliśmy się w południ na obiad. Wstąpiliśmy do baru ma świeżym powietrzu
i zamówiliśmy smażoną rybę. Wieczorem dotarliśmy do Kołobrzegu. Tym razem
nocowaliśmy na polu namiotowym. Postanowiliśmy
spędzić cały dzień w tym mieście. Zwiedzaliśmy latarnie morską, pomnik Zaślubin
Polski z Bałtykiem. Spacerowaliśmy brzegiem morza słuchając szumu fal.
Następnego dnia pedałowaliśmy dalej. Po dziesięciu dniach z przerwami na
zwiedzanie dotarliśmy do Krynicy morskiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz