poniedziałek, 11 stycznia 2016

Noc sylwestrowa

NOC SYLWESTROWA
Noc sylwestrową spędziłam w towarzystwie  przyjaciół i nie tylko. Nowy Rok powitaliśmy na placu  przed parlamentem w Londynie. Atmosfera była rewelacyjna. Mnóstwo ludzi rozmawiających w różnych językach. Niezależnie czy był to język angielski, hiszpański, włoski czy francuski, wszyscy śmiali się radośnie i składali sobie życzenia. Wesoły pogodny nastrój trwał już od godziny 21. Nie było podziałów na wiek, kolor skóry czy narodowość . Fantastyczna aura wzajemnej życzliwości, pogody ducha i szalonej chęci dobrej zabawy była wręcz namacalna. Rok 2016 witaliśmy z zapasem przepysznych markiz i  krakersów z firmy Dr Gerard oraz z butelką szampana i kieliszkami w dłoniach. Przecudny pokaz sztucznych ogni, śpiew i okrzyki zadowolonych ludzi  sprzyjał szampańskiemu szaleństwu. Muszę przyznać, że kiedy dowiedziałam się o wyjeździe do Londynu w tak wyjątkowym terminie ogarnął mnie lekki niepokój. Tyle ostatnio działo się w Europie, te zamachy terrorystyczne, ciągle wysoki stopień zagrożenia pozostawiły w nas obawę i niepokój. Jestem pod dużym wrażeniem przezorności i skuteczności działania służb policyjnych, ochroniarskich i porządkowych. Wszędzie służby mundurowe były doskonale widoczne. Jestem przekonana, że to nie wszystko. Wiele kamer i czujnych oczu dbało o nasze  bezpieczeństwo. Sama byłam naocznym świadkiem interwencji  angielskich policjantów. Akcja była błyskawiczna, przeprowadzona spokojnie a jednocześnie stanowczo. Otóż kiedy częstowaliśmy się  słodkimi ciasteczkami z firmy Dr Gerard, tuż za naszymi plecami zaczęła się jakaś przepychanka. Kilku młodych chłopców zaczęło się o coś kłócić i jeden drugiego zaczął popychać. Nagle pojawiła się policja i zgarnęła gości. Wszystko trwało najwyżej 3 minuty. Chcę wam uświadomić, że staliśmy gdzieś w środku tłumu. Nie było bujki, krzyków o pomoc itp., a jednak policja interweniowała natychmiast. Nawet nie zdążyłam poprosić Filipa, aby przejść kawałek w drugą stronę w obawie  przed  nadchodzącą awanturą. Około pierwszej wracaliśmy metrem do domu przyjaciół. Wszędzie roześmiane twarze, sporo osób pod wpływem alkoholu, a pomimo to bez zaczepek i tak często widzianej u nas, w Polsce, rozróby. Na stacjach metra mnóstwo służb porządkowych i ochrony, ale nadal bezpiecznie. W domu przyjaciół stół zastawiony  różnymi przekąskami  i słodkimi deserami  według proponowanych  przepisów  na stronach deseroteki Dr Gerarda. Przeżycia  i wspomnienia niesamowite.         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz