Ten tydzień w pracy był wyjątkowo ciężki. Nowe materiały do
wykucia na blachę w kosmicznych ilościach, klienci z muchami w nosie i szef
stracił panowanie nad sobą wyzywając paru pracowników od najgorszych, po czym
ich wołał na osobności i przepraszał – sam nie wytrzymywał tej napiętej
atmosfery, dantejskich scen jakie miały miejsce w zakładzie w ostatnich dniach.
Sytuacja firmy na rynku wisiała na włosku, lecz w ostatnim momencie,
praktycznie nie do wiary sytuacja się niebagatelnie poprawiła i zła passa została
przerwana. Impreza karnawałowa z początku odwołana teraz została przez szefa
obwieszczona, że na pewno będzie mieć miejsce – podał też dokładne szczegóły
gdzie się odbędzie. Dużym jej plusem było to, że miała być darmowa. Każdy miał
się przebrać, był to warunek ustalony przez szefa, wielu kręciło nosem uznając,
że to dziecinne, ale wola szefa jest decydująca. Mi się ten pomysł akurat
bardzo podobał i chętnie na niego przystałem bez dłuższej chwili namysłu. W
końcu nadszedł ten dzień. Pięknie przystrojona sala, świetna spokojna muzyka,
powodująca całkowity chillout, koleżanki z pracy nie do poznania. Na stołach
było wiele przekąsek i trunków ja standardowo wybrałem cydr i pyszne KRAKERSY
paprykowe, które jak się dowiedziałem później od kogoś, były firmy Dr Gerard.
To, że były naprawdę smaczne skłoniło mnie, do poszukiwania innych produktów tej marki.
Impreza trwała do rana i całe szczęście była w sobotę przez co w niedzielę
można było się porządnie wyspać. W poniedziałek przed pracą zorientowałem się,
że w bufecie można kupić MALTIKEKS Dr Gerarda. Ten okazał się świetną przekąską
w sam raz do biura – mieszczący się w kieszeni, z którym można wszędzie wyjść.
Po udanej imprezie i integracji z nowymi siłami chętnie wróciło się do pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz