Maks lubił bardzo
gry logiczne. W przeciwieństwie do swojego ojca, to spryciarz nie lada jaki. W
swojej drugiej klasie podstawówki, jest prymusem w matematyce i zabawach
logicznych. Psycholog stwierdził, że swoim intelektem dorównuje, a co
niektórych nawet przewyższa uczniów czwartej klasy. Sabinka odstawiła tablet na
bok i zajęła się jakąś kolorowanką. Czas mijał im szybko… Pierwszy ocknął się
Maks. Minęło już ponad 10 minut – a babcia jak wyszła, tak jej nie ma… Podszedł
do okna, by sprawdzić czy babcia nie wraca. Ale nie było ani śladu. Spojrzał na
szafkę, na którą babcia położyła smakołyki. Nawet widoczny był fragment
opakowania… Maks zaczął główkować, jak ściągnąć te pyszności… Pomyślał że może
kijem od mopa zsunie je, ale to jeszcze pogorszyło całą sprawę, bo popchnął je
jeszcze bardziej w głąb. Cały czas myślał nad tym, jak bezpiecznie dobrać się
do ciastek… Na krzesło, ani na taboret nie chciał wchodzić, bo kiedyś tak już
próbował. I skończyło się na tym, że spadł i poobijał się dość mocno. Na
szczęście na tym się skończyło – dobrze że sobie nic nie złamał. Maks myślał,
myślał… Nagle wpadł na pomysł – odkurzacz! Zawołał Sabinkę żeby patrzyła do
okna – czy nie idzie babcia - a on przy pomocy odkurzacza ściągnie ciastka z
szafki. Jak pomyślał – tak zrobił. Wyciągnął odkurzacz, założył wąż oraz rurę
bez ssawki, włączył urządzenie – i skierował ssącą końcówkę nad szafkę. Mocny
strumień powietrza przyciągnął opakowanie do rury. Maks delikatnie kierował
rurę z powrotem. Opakowanie spadło na komodę. Ale – okazało się, że to nie było
to, co babcia tam położyła, tylko odświeżacz powietrza o zapachu cytrynowym… Maks
powtórzył czynność jeszcze raz – i jeszcze raz… Bez skutku! Czyżby babcia była
tak cwana i przewidująca? W tym momencie szwagier się obudził. Coś strasznie pulsowało
mu w głowie… Usiadł i pomyślał chwilę… Wstał, poszedł do dużego pokoju. Żona
siedziała przy stole, delektując się wspaniałymi piernikami firmy Dr. Gerard… „Poczęstuj
się – są naprawdę pyszne!” – Rzekła do męża. „A mamy jeszcze niema?” – zapytał szwagier.
„Mamy? A miała dziś być? O niczym nie wiem…” – Powiedziała małżonka. „Nie miało
być? Acha… To teraz wszystko rozumiem…” – Mruknął szwagier. Skierował się do
kuchni. Otworzył szafkę, były tam „Mafijne”. „O! To coś dla mnie!” Ucieszony
sięgnął po kilka z nich. Ugryzł jedno – i od razu poczuł się lepiej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz