sobota, 30 stycznia 2016

Koszmary




   Maks lubił bardzo gry logiczne. W przeciwieństwie do swojego ojca, to spryciarz nie lada jaki. W swojej drugiej klasie podstawówki, jest prymusem w matematyce i zabawach logicznych. Psycholog stwierdził, że swoim intelektem dorównuje, a co niektórych nawet przewyższa uczniów czwartej klasy. Sabinka odstawiła tablet na bok i zajęła się jakąś kolorowanką. Czas mijał im szybko… Pierwszy ocknął się Maks. Minęło już ponad 10 minut – a babcia jak wyszła, tak jej nie ma… Podszedł do okna, by sprawdzić czy babcia nie wraca. Ale nie było ani śladu. Spojrzał na szafkę, na którą babcia położyła smakołyki. Nawet widoczny był fragment opakowania… Maks zaczął główkować, jak ściągnąć te pyszności… Pomyślał że może kijem od mopa zsunie je, ale to jeszcze pogorszyło całą sprawę, bo popchnął je jeszcze bardziej w głąb. Cały czas myślał nad tym, jak bezpiecznie dobrać się do ciastek… Na krzesło, ani na taboret nie chciał wchodzić, bo kiedyś tak już próbował. I skończyło się na tym, że spadł i poobijał się dość mocno. Na szczęście na tym się skończyło – dobrze że sobie nic nie złamał. Maks myślał, myślał… Nagle wpadł na pomysł – odkurzacz! Zawołał Sabinkę żeby patrzyła do okna – czy nie idzie babcia - a on przy pomocy odkurzacza ściągnie ciastka z szafki. Jak pomyślał – tak zrobił. Wyciągnął odkurzacz, założył wąż oraz rurę bez ssawki, włączył urządzenie – i skierował ssącą końcówkę nad szafkę. Mocny strumień powietrza przyciągnął opakowanie do rury. Maks delikatnie kierował rurę z powrotem. Opakowanie spadło na komodę. Ale – okazało się, że to nie było to, co babcia tam położyła, tylko odświeżacz powietrza o zapachu cytrynowym… Maks powtórzył czynność jeszcze raz – i jeszcze raz… Bez skutku! Czyżby babcia była tak cwana i przewidująca? W tym momencie szwagier się obudził. Coś strasznie pulsowało mu w głowie… Usiadł i pomyślał chwilę… Wstał, poszedł do dużego pokoju. Żona siedziała przy stole, delektując się wspaniałymi piernikami firmy Dr. Gerard… „Poczęstuj się – są naprawdę pyszne!” – Rzekła do męża. „A mamy jeszcze niema?” – zapytał szwagier. „Mamy? A miała dziś być? O niczym nie wiem…” – Powiedziała małżonka. „Nie miało być? Acha… To teraz wszystko rozumiem…” – Mruknął szwagier. Skierował się do kuchni. Otworzył szafkę, były tam „Mafijne”. „O! To coś dla mnie!” Ucieszony sięgnął po kilka z nich. Ugryzł jedno – i od razu poczuł się lepiej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz