wtorek, 26 stycznia 2016

Ta adrenalina




   Noc była bezchmurna. Księżyc już był po pełni, ale i tak świecił mocno, że szwagier nie mógł zasnąć. Miał gonitwę myśli… Układał sobie plan na jutro. To wstawał, to znowu się kładł. Wstał, podszedł do stołu. Świecąca, przycięta tarcza zaglądała przez okno, oświetlając akurat kolorowe opakowanie ciastek „Krakersów” firmy Dr. Gerard. Szwagier sięgnął i złapał w palce dwa ciasteczka. Usiadł i zaczął delikatnie skubać je zębami. „Dobre” – mruknął cicho. Podszedł do okna. Było cicho. Z parku oddalonego w linii prostej około 700 m, słychać było gwizdanie jakiegoś ptaka. „O tej porze? Porze roku i nocy? Co to może być…” Spojrzał na zegarek – wyświetlała się 03:18. „Położę się… Muszę się przespać choć chwilę… Czeka mnie ciężki dzień.” Jeszcze przez chwilę kręcił się z boku na bok. Zmęczenie jednak dało znać o sobie… W końcu szwagier zasnął. Po ósmej obudziła go żona. Zerwał się, jakby z wrzątku wyskoczył! Był tak zdezorientowany, że nie wiedział co się dzieje. Zaskoczony był strasznie tym, że nie zadzwonił budzik. Spał tak mocno, że kiedy żona przerwała mu sen, to obudził się jakby w innej rzeczywistości. W tym momencie nie pamiętał tego, co działo się w nocy, wczoraj, przedwczoraj… Jeszcze minutę temu, dla szwagra to był środek nocy. Chciał szybko wstać, iść do łazienki, aby w trybie ekspresowym przygotować się i pojechać do pracy. Wstał i na chwiejnych nogach, z szumem w głowie skierował się w stronę łazienki. Zahaczył jednak bosą stopą o próg i wpadł w futrynę drzwipo przeciwnej stronie. Dobrze że nie wybił szyby, tylko nabił sobie guza nad łukiem brwiowym. Teraz się obudził. Usiadł na posadzce i zaczął kojarzyć fakty… Powoli, powoli – zaczęło do niego docierać – dlaczego nie dzwonił budzik, jakie zadania założył sobie na dziś… O wygranej w loterię… Rosnący poziom adrenaliny szybko postawił go na nogi. Żona szwagra wychodziła do pracy. Wstał zatem, podszedł do zamrażalnika i wyciągnął kostkę lodu, aby przyłożyć sobie na obite czoło. Dzieci miały wolne ispały jeszcze. W kuchni na szafce leżała napoczęta paczka „Pasji” – Dr. Gerard. Szwagier sięgnął i wziął sobie jedno. Smakowało – jak zawsze! Stwierdził że dziś nie będzie jadł śniadania. No, może drugie gdzieś na mieście… Czas najwyższy zabrać się za to, co dziś ma do załatwienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz