Noc była
bezchmurna. Księżyc już był po pełni, ale i tak świecił mocno, że szwagier nie
mógł zasnąć. Miał gonitwę myśli… Układał sobie plan na jutro. To wstawał, to
znowu się kładł. Wstał, podszedł do stołu. Świecąca, przycięta tarcza zaglądała
przez okno, oświetlając akurat kolorowe opakowanie ciastek „Krakersów” firmy
Dr. Gerard. Szwagier sięgnął i złapał w palce dwa ciasteczka. Usiadł i zaczął
delikatnie skubać je zębami. „Dobre” – mruknął cicho. Podszedł do okna. Było
cicho. Z parku oddalonego w linii prostej około 700 m, słychać było gwizdanie jakiegoś
ptaka. „O tej porze? Porze roku i nocy? Co to może być…” Spojrzał na zegarek –
wyświetlała się 03:18. „Położę się… Muszę się przespać choć chwilę… Czeka mnie
ciężki dzień.” Jeszcze przez chwilę kręcił się z boku na bok. Zmęczenie jednak
dało znać o sobie… W końcu szwagier zasnął. Po ósmej obudziła go żona. Zerwał
się, jakby z wrzątku wyskoczył! Był tak zdezorientowany, że nie wiedział co się
dzieje. Zaskoczony był strasznie tym, że nie zadzwonił budzik. Spał tak mocno,
że kiedy żona przerwała mu sen, to obudził się jakby w innej rzeczywistości. W
tym momencie nie pamiętał tego, co działo się w nocy, wczoraj, przedwczoraj…
Jeszcze minutę temu, dla szwagra to był środek nocy. Chciał szybko wstać, iść
do łazienki, aby w trybie ekspresowym przygotować się i pojechać do pracy.
Wstał i na chwiejnych nogach, z szumem w głowie skierował się w stronę
łazienki. Zahaczył jednak bosą stopą o próg i wpadł w futrynę drzwipo
przeciwnej stronie. Dobrze że nie wybił szyby, tylko nabił sobie guza nad
łukiem brwiowym. Teraz się obudził. Usiadł na posadzce i zaczął kojarzyć fakty…
Powoli, powoli – zaczęło do niego docierać – dlaczego nie dzwonił budzik, jakie
zadania założył sobie na dziś… O wygranej w loterię… Rosnący poziom adrenaliny
szybko postawił go na nogi. Żona szwagra wychodziła do pracy. Wstał zatem, podszedł
do zamrażalnika i wyciągnął kostkę lodu, aby przyłożyć sobie na obite czoło.
Dzieci miały wolne ispały jeszcze. W kuchni na szafce leżała napoczęta paczka „Pasji”
– Dr. Gerard. Szwagier sięgnął i wziął sobie jedno. Smakowało – jak zawsze!
Stwierdził że dziś nie będzie jadł śniadania. No, może drugie gdzieś na mieście…
Czas najwyższy zabrać się za to, co dziś ma do załatwienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz