Ostatnio spadło u nas trochę śniegu, więc umówiłyśmy się koleżanką, że weźmiemy nasze maluchy i pójdziemy lepić bałwana. Nic nie mówiąc moim dzieciakom ubrałam im kurtki, szaliki, czapki i rękawiczki, wzięliśmy ze sobą psa i poszliśmy do lasu. Okazało się, że w lesie było dużo więcej śniegu niż koło domu.
Koleżanka ze swoimi dziećmi już na nas czekała. Nasz pies widząc tak dużo śniegu zaczął biegać i tarzać się w nim, ciesząc się szczekał ile tylko mógł, a dzieci biegały razem z nim. W końcu im mówię, że trzeba się wziąć ostro do roboty, bo w takim tempie to nas wieczór zastanie.
Staś, jako, że najstarszy szybciutko zabrał się do lepienia największej kuli śniegowej, która to miała być podstawą naszego bałwana. Młodsze dzieci lepiły mniejsze kule.
Natomiast koleżanka Ela ze swoimi dziećmi przyniosła marchewkę, buraki i starą plastikową doniczkę.
Gdy nasz bałwan był już gotowy, stanął dumny ubraliśmy mu doniczkę na głowę, z buraków zrobiliśmy mu oczy, a marchewka posłużyła nam za nos. Dzieci nie mogły nacieszyć się widokiem bałwana, ale cóż trzeba było się zbierać do domu, bo było już zimno i ciemno się robiło.
Zaproponowałam, że przecież wszyscy żeśmy zmarzli zapraszam wszystkich do nas na coś ciepłego i może coś słodkiego. Zadzwoniłam do męża, aby poszedł do sklepu i kupił jakieś fajne ciastka, najlepiej Dr Gerarda, bo to są najsmaczniejsze ciastka, które ostatnio jadłam.
Mąż kupił Zwierzaki, Kremisie, PryncyPałki, Markizy oraz MaltiKeks Dr Gerarda w pysznej ciemnej czekoladzie.
Najbardziej to chyba dzieciom smakowały Kremisie, bo to przecież pyszne herbatniki z dwoma czekoladowymi misiami na wierzchu, i do tego jeszcze takie inne niż wszystkie.
Zwierzaki, natomiast sprowokowały ich do fajnej zabawy w odgadywanie, jakie to zwierzątko.
Dzisiaj przyszła odwilż i niestety nasz bałwan prawie się roztopił. Będąc z psem na spacerze w lesie zabrałam bałwana kapelusz , aby się nie walał po lesie, a warzywa to może zwierzaki zjedzą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz