Wreszcie ferie – można odetchnąć z ulgą i cisnąć w kąt
materiałami do nauki. Po spakowaniu wszystkiego co potrzebne ruszyłem na
dworzec gdzie czekali już na mnie znajomi na pociąg, którym mieliśmy dojechać w
góry. Podróż szybko nam zleciała, bo długo się nie widzieliśmy i masa tematów
wypełniła nam te parę godzin jazdy. Kiedy dojechaliśmy do miasta ruszyliśmy w
stronę schroniska aby już się rozpakować. Po tym ja się wybrałem na rekonesans
w sklepiku zobaczyłem ciastka wit’AM Dr Gerarda pełnoziarniste z musli z
jabłkami i rodzynkami z magnezem i żelazem, które to ostatnie przydają się
podczas intensywnego wysiłku, a przecież nie przyjechaliśmy się tu wylegiwać,
lecz dla sportu. Kupiwszy kilka paczek, przyniosłem je do pokoju. Kiedy
wróciłem reszta właśnie zabierała się do wspólnego posiłku, jednak czekając na
mnie co mnie bardzo ucieszyło. Po zjedzeniu, ubraniu się i wzięciu snowbord’ów
pod pachę ruszyliśmy w stronę wyciągu na Gubałówce. Całe szczęście nie
kosztowało nas to za wiele. Posurfowaliśmy po śniegu przez parę godzin
całkowicie zapominając o tygodniowej rutynie pracy, bawiąc się jak dzieci. Po
powrocie naparzyliśmy herbatki z prądem dla rozgrzania, usadowiliśmy się przy
kominku, otuleni kocami i zaczęliśmy się zajadać pysznymi ciasteczkami Dr Gerarda.
Tak nasz dzień dobiegł końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz