czwartek, 28 stycznia 2016

"W czasie deszczu..."




   Zaczęło padać. Szwagrowi tak było do wyjścia jak koniowi pod górkę… Pogoda była wredna. Nie dość że emocje opadły, to jeszcze adrenalina przestała działać. Szwagier zmierzył sobie ciśnienie. Aparat pokazał 100/55… „Muszę sobie zrobić mocną kawę”. – Mruknął pod nosem. Nastawił sobie ekspres. Obok leżała gazetka z ofertami jednego z miejscowych marketów. Zaczął palcami przewracać jej strony. Na którejś z nich widniały produkty firmy Dr. Gerard. Na ich widok, poczuł głód. Kawa była już gotowa. W szafce znalazł jeszcze coś, co śmiało zastąpi poranną kanapkę. Były to doskonałe na każdą okazję – kruche ciastka „Wit’am”.  Za oknem ciągle padało. Czekając na babcię która w dniach wolnych od zajęć szkolnych przychodziła zajmować się dziećmi, usiadł sobie w kuchni na krześle i podparł ręką głowę, opierając łokieć o blat komody. Ziewnął sobie raz i drugi. Synek Maks właśnie wstał. Babcia też dotarła. Szybko poszła do łazienki, aby rozłożyć tam przemoknięty parasol. Szwagier nie mógł uporać się z chęcią zamknięcia oczu i uskutecznieniu choćby krótkiej drzemki. Maks zajął się laptopem – i ani myślał o porannej toalecie, ani o śniadaniu. Ignorował wszelkie groźby i prośby babci. Za chwilę przyszła córka – Sabina. Jest młodsza od Maksa o dwa lata. Dzieciaki zaczęły dokuczać sobie, wrzeszczeć i tarmosić się. Babcia się denerwowała, bo nie mogła sobie z nimi poradzić. Szwagra już nic nie obchodziło. Oczy się mu mocno kleiły i poszedł się położyć. Zasnął szybko, nawet nie przeszkadzał mu wrzask rozrabiających dzieci. Babcia denerwowała się coraz bardziej. Zdając sobie sprawę z tego że sytuacja wymyka się jej spod kontroli, postanowiła użyć starego i sprawdzonego sposobu – czyli szantażu… „Jeśli się nie zaraz nie uspokoicie i nie zjecie śniadania, to żadne z was nie dostanie ani jednego pysznego ciastka Dr. Gerarda!” W jednej chwili nastąpiła idealna cisza. Babcia spokojnie powtórzyła swoją groźbę. Dzieci zapytały: „A jakie babciu masz ciastka?” Babcia sięgnęła do torby i odpowiedziała: „ZWIERZAKI MAŚLANE”. Dzieci krzyknęły na cały głos z radości, po czym ochoczo zabrały się za śniadanie. A za oknem – nadal padało…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz