czwartek, 5 listopada 2015

Pomysł

Witam. Ostatnio spotkałam się z moją koleżanką. Dawno nie miałam okazji z nią pogadać. Wstąpiłyśmy na kawę. Dowiedziałam się , że rozwiodła się i prowadzi mały biznes. Zaciekawiła mnie swoją siłą walki i zachęciła do działania. Oto jej historia. Jak chyba każda samotna matka, potrzebowała pieniędzy, więc wymyśliła ten cały biznes z plecakami. Widziała w tym po prostu szansę podreperowania rodzinnego budżetu. Okazało się, że z pomysłem trafiła w dziesiątkę, bo na szyte przez nią plecaki dla uczniów, a potem też torebki dla ich mam, było wielu chętnych. A wszystko zaczęło się od tego, że pewnego dnia usiadła przy maszynie do szycia i zaczęła przerabiać stary plecak młodszego syna. Narzekał, że jest już bardzo zniszczony, a ona nie miała gotówki na nowy, dlatego postanowiła uratować sytuację swoimi krawieckimi umiejętnościami. Popijając aromatyczną kawę i chrupiąc najlepsze krakersy firmy ,,Dr Gerard’’, doszyła kieszenie, wszyła zamek w kontrastowym kolorze i plecak wyglądał zupełnie jak nowy. Piotrusiowi bardzo się podobał. Koleżanki bardzo chwaliły jej pomysłowość i jedna po drugiej składały u niej zamówienia. Kiedy więc tylko miała chwilkę wolnego czasu, siadała do maszyny. Na szczęście ani pomysłów, ani zapału do pracy nigdy jej nie brakowało. Szyła z tego, co wpadło jej w rękę: z filcu, płótna, ortalionu, aksamitu, wszystko zależało od przeznaczenia tego, nad czym akurat pracowała. Miała tylko jeden kłopot: w jej małym mieszkanku nie było warunków, żeby spokojnie usiąść przy maszynie i zająć się pracą. Jej mali chłopcy wiecznie wymagali uwagi , albo chcieli, żeby się z nimi bawić, albo tak dokazywali, że nie mogła się na niczym skupić. Musiała jeszcze sprzątać, gotować. Wpadła na pomysł. Na jaki to w następnym moim poście. Wracając z kawy z koleżanką wstąpiłam do sklepu i kupiłam kruche ciasteczka firmy ,,Dr Gerard”. Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz