Kiedy wracałem już z
zerwanymi owocami tarniny, zauważyłem w oddali oświetloną słońcem czerwoną –
dość sporą – plamę na tle ciemnych krzaków. Pomimo tego że odległość do tego
miejsca dzieliła mnie dobrych 150m, to skręciłem w tamtą stronę, choć było mi
wcale nie po drodze. Kiedy doszedłem na miejsce, to okazało się, że jest to
sporych rozmiarów krzak, z dość gęsto ułożonymi kiściami owoców dzikiej róży.
Wiedziałem dobrze, iż owoce dzikiej róży stosuje się do produkcji herbatek
owocowych… Ale do czego jeszcze??? Po powrocie do domu natychmiast uruchomiłem
wyszukiwarkę internetową i rozpocząłem uświadamianie swojego umysłu, na temat
tego, cóż też z tych owoców dzikiej róży zrobić można… Wyniki wyszukiwania
przerosły moje najśmielsze oczekiwania! Bo otóż, dowiedziałem się że: z dzikiej
róży robić można – konfitury, dżemy, galaretki, soki, marmolady – i co bardzo zaciekawiło
moją wyobraźnię, to informacja, że można robić również wina. I co ciekawe –
wina o cenionych walorach smakowych, jak również zdrowotnych. Kiedy poczytałem
trochę na temat sposobów wyrobu tych win, to dowiedziałem się jeszcze, że
wyprodukowanie takiego szlachetnego trunku nie jest nawet zbyt trudne, tyle że długotrwałe.
Ale decyzja moja mogła być tylko jedna – jutro jadę na zbiór owoców dzikiej
róży! Muszę tylko jeszcze podskoczyć do sklepu i zaopatrzyć się w jakiś suchy
prowiant – firmy Dr. Gerard. Tym razem zdecydowałem się na „Kruche” oraz dwie
paczki „Maltikeks”. Następnego dnia pogoda była jeszcze lepsza. Tuż przed
południem, słońce przygrzewało niczym w maju. Paczka „Maltikeksów” opróżniła
się, zanim doszedłem na miejsce. Są pyszne i nie wiedzieć kiedy kulki znikają
jedna za drugą. Aż nadchodzi czas, że szuka się, szuka… A tu niespodzianka –
puste opakowanie! No, ale doszedłem do miejsca, w godzinę czasu zerwałem pełne
wiadro koralowo czerwonych owoców. Tylko okropnie się pokłułem bardzo ostrymi
kolcami! Przydałoby się zrywać te kulki w rękawicach, ale nie potrafię takich
rzeczy robić pod osłoną. Pokłuty, podrapany – ale szczęśliwy, wróciłem do domu.
Ciastka zjedzone – wino pracuje! Za rok – może dłużej, będzie testowane!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz