poniedziałek, 16 listopada 2015

Kolejny wypad na zbiory




   Kiedy wracałem już z zerwanymi owocami tarniny, zauważyłem w oddali oświetloną słońcem czerwoną – dość sporą – plamę na tle ciemnych krzaków. Pomimo tego że odległość do tego miejsca dzieliła mnie dobrych 150m, to skręciłem w tamtą stronę, choć było mi wcale nie po drodze. Kiedy doszedłem na miejsce, to okazało się, że jest to sporych rozmiarów krzak, z dość gęsto ułożonymi kiściami owoców dzikiej róży. Wiedziałem dobrze, iż owoce dzikiej róży stosuje się do produkcji herbatek owocowych… Ale do czego jeszcze??? Po powrocie do domu natychmiast uruchomiłem wyszukiwarkę internetową i rozpocząłem uświadamianie swojego umysłu, na temat tego, cóż też z tych owoców dzikiej róży zrobić można… Wyniki wyszukiwania przerosły moje najśmielsze oczekiwania! Bo otóż, dowiedziałem się że: z dzikiej róży robić można – konfitury, dżemy, galaretki, soki, marmolady – i co bardzo zaciekawiło moją wyobraźnię, to informacja, że można robić również wina. I co ciekawe – wina o cenionych walorach smakowych, jak również zdrowotnych. Kiedy poczytałem trochę na temat sposobów wyrobu tych win, to dowiedziałem się jeszcze, że wyprodukowanie takiego szlachetnego trunku nie jest nawet zbyt trudne, tyle że długotrwałe. Ale decyzja moja mogła być tylko jedna – jutro jadę na zbiór owoców dzikiej róży! Muszę tylko jeszcze podskoczyć do sklepu i zaopatrzyć się w jakiś suchy prowiant – firmy Dr. Gerard. Tym razem zdecydowałem się na „Kruche” oraz dwie paczki „Maltikeks”. Następnego dnia pogoda była jeszcze lepsza. Tuż przed południem, słońce przygrzewało niczym w maju. Paczka „Maltikeksów” opróżniła się, zanim doszedłem na miejsce. Są pyszne i nie wiedzieć kiedy kulki znikają jedna za drugą. Aż nadchodzi czas, że szuka się, szuka… A tu niespodzianka – puste opakowanie! No, ale doszedłem do miejsca, w godzinę czasu zerwałem pełne wiadro koralowo czerwonych owoców. Tylko okropnie się pokłułem bardzo ostrymi kolcami! Przydałoby się zrywać te kulki w rękawicach, ale nie potrafię takich rzeczy robić pod osłoną. Pokłuty, podrapany – ale szczęśliwy, wróciłem do domu. Ciastka zjedzone – wino pracuje! Za rok – może dłużej, będzie testowane!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz