Relaks na świeżym powietrzu
Pojechaliśmy z Filipem do zaprzyjaźnionej leśniczówki na grzyby. Pogoda była
wspaniała. Słońce, zapach lasu i przyjemność obcowania z przyrodą, to coś co
doceniamy dopiero wtedy, kiedy możemy odczuć to zjawisko na własnej skórze. Letnia
aura sprzyjała powolnym spacerom, cichym
rozmowom i zbieraniu ukrytych w trawie grzybów. Uwielbiam zapach świeżo
zebranych podgrzybków, kurek i
borowików. Po trzech godzinach spędzonych w leśnym zagajniku wyszliśmy na
polankę. Jako szczęśliwi posiadacze kosza pełnego pachnących grzybów, usiedliśmy wygodnie na trawie. W
przygotowanym wcześniej zestawie piknikowym odnaleźliśmy paczkę przepysznych
herbatników z cukrem z firmy Dr Gerard,
oraz markizy mafijne lemon. Taka mała słodka przekąska popita wodą mineralną odbudowała
nasze siły i pozwoliła wypoczywać do woli na leśnej polanie. Ulubiona paczka
ciastek z Dr Gerard może sprawić dodatkową przyjemność, wprawić nas w doskonały
nastrój. Odprężona, położyłam się na trawie, przymknęłam oczy i, nawet nie wiem
kiedy, zasnęłam. Obudził mnie Filip z malutkim bukietem niebieskich dzwonków w
dłoni. Ten jego szelmowski uśmiech, błysk łobuzerski w oczach świadczył o tym,
że coś kombinuje. Przepraszającym tonem oświadczył, że pochłonął wszystkie
ciasteczka i czas się zbierać do chaty leśniczego. Jego wyraz twarzy absolutnie
zaprzeczał faktowi skruchy za pochłonięcie świeżutkich ciasteczek z firmy Dr
Gerard. Byłam oburzona jego cwaniactwem. Powiedziałam mu o tym. Zacytował mi
wówczas wiersz naszej koleżanki, poetki amatorki. Moja złość gdzieś wyparowała,
rozbroił mnie tym zupełnie. Oto cytat wspomnianego wiersza: „ Lato”.
„ Szum drzew ,szum traw, blask słońca,
to jest już lata końca
to jest pająków sieci,
w które zawsze cos wleci,
to malin blask czerwieni
w które lato sie mieni,
to grzyby ,piękne w lesie,
gdzie nas ranek niesie
i ta rosa o brzasku
która jest w naszym lasku
i ta cisza w błogim lesie
aż echo się niesie
a to wszystko lata schyłek
i na drzewach nieraz zgniłek ”.
Teraz z uśmiechem podniosłam się i ramię w ramię udaliśmy się na proszony obiad w leśniczówce. Acha, Filip nie wiedział, że w moim plecaku jest jeszcze zakamuflowana paczka rogalików pudrowanych, hihihi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz