środa, 14 września 2016

relaks na świeżym powietrzu

 Relaks  na świeżym powietrzu
Pojechaliśmy z Filipem do zaprzyjaźnionej leśniczówki na grzyby. Pogoda była wspaniała. Słońce, zapach lasu i przyjemność obcowania z przyrodą, to coś co doceniamy dopiero wtedy, kiedy możemy odczuć to zjawisko na własnej skórze. Letnia aura sprzyjała powolnym  spacerom, cichym rozmowom i zbieraniu ukrytych w trawie grzybów. Uwielbiam zapach świeżo zebranych podgrzybków, kurek  i borowików. Po trzech godzinach spędzonych w leśnym zagajniku wyszliśmy na polankę. Jako szczęśliwi posiadacze kosza pełnego pachnących  grzybów, usiedliśmy wygodnie na trawie. W przygotowanym wcześniej zestawie piknikowym odnaleźliśmy paczkę przepysznych herbatników  z cukrem z firmy Dr Gerard, oraz markizy mafijne lemon. Taka mała słodka przekąska popita wodą mineralną odbudowała nasze siły i pozwoliła wypoczywać do woli na leśnej polanie. Ulubiona paczka ciastek z Dr Gerard może sprawić dodatkową przyjemność, wprawić nas w doskonały nastrój. Odprężona, położyłam się na trawie, przymknęłam oczy i, nawet nie wiem kiedy, zasnęłam. Obudził mnie Filip z malutkim bukietem niebieskich dzwonków w dłoni. Ten jego szelmowski uśmiech, błysk łobuzerski w oczach świadczył o tym, że coś kombinuje. Przepraszającym tonem oświadczył, że pochłonął wszystkie ciasteczka i czas się zbierać do chaty leśniczego. Jego wyraz twarzy absolutnie zaprzeczał faktowi skruchy za pochłonięcie świeżutkich ciasteczek z firmy Dr Gerard. Byłam oburzona jego cwaniactwem. Powiedziałam mu o tym. Zacytował mi wówczas wiersz naszej koleżanki, poetki amatorki. Moja złość gdzieś wyparowała, rozbroił mnie tym zupełnie. Oto cytat wspomnianego wiersza:


„ Lato”.

„ Szum drzew ,szum traw, blask słońca,
to jest już lata końca
to jest pająków sieci,
w które zawsze cos wleci,
to malin blask czerwieni
w które lato sie mieni,
to grzyby ,piękne w lesie,
gdzie nas ranek niesie
i ta rosa o brzasku
która jest w naszym lasku
i ta cisza w błogim lesie
aż echo się niesie
a to wszystko lata schyłek
i na drzewach nieraz zgniłek ”.

Teraz z uśmiechem podniosłam się i ramię w ramię udaliśmy się na proszony obiad w leśniczówce. Acha, Filip nie wiedział, że w moim plecaku jest jeszcze zakamuflowana paczka rogalików pudrowanych, hihihi.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz