W końcu stanęło na
tym, że pojedziemy z mężem pani Basi – Januszem – oraz ich dwoma synami na
ryby. Cała trójka już od dawna nastawiała się na te łowy! Ja tam jakimś specem od
łapania ryb to nie jestem… Kiedyś – jako dzieciak jeszcze – zrobiłem sobie wędkę
z leszczynowego kija, dratwy i haczyk ze szpilki. Nawet go zahartowałem, żeby
mi się nie wygiął pod wpływem ciężaru przynęty! I złapałem nawet ze dwie
uklejki na ten wehikuł! Przyniosłem je do domu i dałem mamie żeby zrobiła z tym
coś odpowiedniego… Mama spojrzała na mnie z politowaniem i rzuciła moje
„trofea” kotu! Miałem wtedy za to żal do mamy, że w taki sposób potraktowała
mój ogromny wysiłek włożony w efekt zdobyczy! A prawdziwy efekt był taki, że
mama była wkurzona, ja byłem ogromnie zawiedziony, tylko kot był niezwykle
zadowolony! Śmialiśmy się z tego, razem z panią Basią, kiedy jej opowiadałem o
moich przygodach… I już wiedziałem prawie wszystko na temat porannego wyjazdu.
Co do szczegółów, to miałem je ustalić z panem Januszem. Ale przypomniała mi
się jeszcze jedna ważna rzecz – skończyły mi się już wszystkie ciastka Dr.
Gerard – a o czwartej rano, to przecież nigdzie ich nie kupię! Napomknąłem nieśmiało
jeszcze pani Basi o tym… Uspokoiła mnie natychmiast, że ma w swoich zapasach
kilka rodzajów tych świetnych smakołyków, to na pewno którymiś się zadowolę.
Jak zobaczyłem cały ten arsenał z ciastkami pani Basi, to w pierwszej chwili
mnie przytkało i nie wiedziałem na co mam się zdecydować. Pani Basia natychmiast
zauważyła moje żachnięcie. Powiedziała abym się nie krępował i zabrał te, które
chcę. Zdecydowałem się na markizy mafijne Lemon Dr. Gerard i rogaliki pudrowane
DR. Gerard. Wszystko inne co było potrzebne do wyprawy, było już w kompetencji
pana Janusza – jako kierownika wyprawy! Okazał się on bardzo konkretnym i wesołym
facetem. Po krótkim zapoznaniu się, mocnym uściśnięciu dłoni, poinformował
mnie, że wyjeżdżamy o 3:00. Jeśli spóźnię się więcej niż kwadrans, to już mogę spać
sobie do której chcę, bo oni nie są „zegarynką” i nigdy nikogo nie budzą! Na
szczęście wszystko odbyło się zgodnie z planem! Z bagażami jak na wyprawę w
Himalaje – punktualnie o trzeciej, wyruszyliśmy w stronę łowiska…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz