środa, 21 września 2016

Malarski plener

Malarski plener

Z grupą przyjaciół pojechaliśmy na kilkudniowe warsztaty malarskie w  plenerze. Oczywiście pakując się na wyjazd  pamiętałam, aby zabrać ze sobą smaczne ciasteczka z firmy Dr Gerard. W moim niewielkim bagażu znalazło się miejsce na markizy mafijne lemon oraz herbatniki z cukrem. Podróż minęła szybko. Na miejscu zakwaterowanie i od razu spotkanie z uczestnikami warsztatu. Jak dotąd  pogoda nam sprzyjała. Pod czujnym okiem profesorów z Akademii Sztuk Pięknych uczyliśmy się jak dobierać odpowiednie tło do naszych malowanych obrazów. Wskazówek z dziedziny malowania pejzaży i martwej natury było mnóstwo. Ludzie życzliwi, przyjaźnie nastawieni, chętnie dzielili się z nami swoimi doświadczeniami w tej dziedzinie. Wieczorami  siadaliśmy przy ognisku i rozpoczynały się śpiewy biesiadne i opowieści  te prawdziwe i te staropolskie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Niedaleko naszych kwater było gospodarstwo agroturystyczne. Tam właśnie wypoczywali rodzice z dziećmi niepełnosprawnymi. Radośni i weseli ludzie. Mimo wielu trosk, ciężkiej doli codziennego życia, uśmiechali się do nas. Umieli docenić każdy gest zwykłej ludzkiej życzliwości. Cieszyli się z każdego uśmiechu swoich dzieci, a przy tym wykazywali ogromną cierpliwość i wyrozumiałość wobec milusińskich. Kiedy tak obserwowałam te zmęczone,  spracowane kobiety podziwiałam ich siłę, charyzmę i wytrwałość. Pomyślałam sobie wtedy, że to co mnie dotyczy, to nie można nazwać kłopotami lub prawdziwymi zmartwieniami. Dopiero wtedy człowiek docenia to co ma. Uczymy się wtedy pokory przed tym, czego nie możemy zmienić. Mogę tylko sobie wyobrazić jak trudno jest  zaakceptować taki stan rzeczy. Z inicjatywy całej grupy w ostatnim dniu naszego pobytu kupiliśmy  tym dzieciakom hit sezonu z firmy Dr Gerard, a mianowicie  - Scooby- Doo ciastko łapki, maślane herbatniki Scooby- Doo oraz czekoloadowe ciastka Scooby- Doo. Radość była ogromna. Miło było na to patrzeć. Tak niewiele wysiłku, a tyle szczęścia w uśmiechniętych buziach. Od tego momentu jeszcze bardziej zwracam uwagę na to co się dzieje tuż pod moim nosem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz