czwartek, 22 września 2016

Skleroza nie boli




   Początkowo obserwowałem na pół jednego oka wszystko co się wokół dzieje… I tak nic z tego nie pamiętam. Za chwilę zrobiło się tak miło od huśtania jadącego auta po wybujałych nierównościach drogowych, że wygodnie ułożyłem się na siedzeniu – a okręciwszy się wcześniej w przytulny koc, zdrzemnąłem się… Trwało to podobno niecałe 10 minut. Obudziłem się panicznie wymachując rękami i nogami, bo obudziło mnie gwałtowne hamowanie. Musiałem bardzo mocno zasnąć, i kiedy Janusz mocno nacisnął na hamulec, to mocno mną szarpnęło a ja – pogrążony mocno we śnie – nie wiedziałem co się dzieje, kiedy mną szarpnęło. Kierownik ekipy oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Szybko wypakowaliśmy co trzeba. Teraz podzieliliśmy się na pół. Zrobiliśmy szybkie losowanie. Tak się złożyło, że ja miałem z Januszem przygotować łowisko – a chłopaki mieli rozbić obozowisko. Janusz zabrał sprzęt wędkarski – a ja saperkę, maczetę, składane krzesła i materace. Zmęczenie i senność zniknęły jakoś bez śladu. Nasycałem się urokiem Mazur! Widoki, aura, flora i fauna – to wszystko robiło na mnie wielkie wrażenie! Dość szybko przygotowaliśmy sobie odpowiedni grunt do uskuteczniania połowów. Zapytałem Janusza, na jakie ryby się nastawia… Odpowiedział mi, że… Na takie, jakie dadzą się złowić! Oczywiście – zgodnie z regulaminem. Ale to tak: w dzień na roślinożerne – typu karp, lin, leszcz… A wieczorem i w nocy – sum! Zatkało mnie po tym co usłyszałem… Zaskoczony zapytałem – jak długo mamy tutaj być! Janusz odpowiedział: „aż złowimy”! I roześmiał się…

   Poczułem głód. Szef polecił przygotować butlę gazową i nastawić wodę na kawę. Zabraliśmy się za kanapki i sałatkę, które przygotowała nam pani Basia. Kawa była gotowa zaraz po śniadaniu. Do kawy pasowałoby zjeść po ciastku. Zaglądnąłem do plecaka, aby sięgnąć po to co wziąłem z magazynku. Nie mogłem się jednak ich doszukać. Kurczę – pewno zostały w pokoju! Na szczęście, Kacper z Michałem zadbali o odpowiedni zapas ciastek z asortymentu Dr. Gerard! Na świeżym powietrzu, w warunkach polowych,, trick Kakaowy, oraz herbatniki z cukrem Dr. Gerard – smakowały wybornie! Nagle zaczęło coś piszczeć. Janusz zerwał się tak, że moment startowy miał jak mistrz świata w biegu na „setkę”! Złapał za wędkę, zaczął manewrować wykorzystując swoje doświadczenie wędkarskie. Trwało to chwilę – może 3 – może 5 minut. Kacper z podbierakiem już czekał… Za chwilę Janusz krzyknął:

- Chłopaki – mamy obiad!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz