czwartek, 29 września 2016

Moje ulubione ciastka




   Wyglądało na to, że w szybkim czasie mój organizm się zregenerował. Ale było to złudne uczucie… Bracia K-P, mieli siły nie spożyte! Zamęczyliby mnie „na śmierć”, gdybym ich nie stopował… I tak robili, chyba z pięć razy więcej ode mnie, bo kiedy ja szedłem w miarę jak najkrótszymi ścieżkami, to oni kręcili się cały czas, to w lewo – to w prawo. Jak szybko odpocząłem, tak jeszcze szybciej się zmęczyłem. Wczorajsza podróż, kiepsko przespana noc… A do tego – tyle wrażeń w pierwszym dniu mojego pobytu w takim „skansenie natury” – to musiało podziałać na mnie jak błyskawica przynosząca nawałnicę z ożywiającą ulewą, ale przy okazji niszcząca najsłabsze, zatrute organizmy. Takim zatrutym, nasiąkniętym chemicznymi miejskimi środkami, właśnie byłem. I jak kuropatwa pod krzakiem, ledwie żywa w trakcie letniej strasznej ulewy, tak ja zostałem przesycony „ponadnormatywnie” – nieproporcjonalnie do wcześniejszych warunków – aż prawie mnie zamroczyło. Świeże powietrze mocno wzbudzało mi apetyt… Wściekły byłem sam na siebie, że nie wziąłem ze sobą swoich smakołyków Dr. Gerard! Nie śmiałem prosić Pawła, aby mnie poczęstował. Po za tym, obaj ze swoim bratem, ciągle tropili jakieś ptaki i zwierzęta. Zwracali też uwagę na mnie, aby nie oddalić się zbyt daleko. A mnie tymczasem, nogi powoli zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Upał był potworny, bezwietrznie i słońce świeciło prosto w twarz. Na całe szczęście, miałem jeszcze trochę wody w butelce, to od czasu do czasu, zwilżałem nią zaschnięte usta i przełyk. Chyba widać było po mnie to zmęczenie, bo Paweł sam zaproponował mi odpoczynek i poczęstowanie ciastkami. Odżyłem na samą myśl. Kiedy zobaczyłem w rękach Pawła moje ulubione - maślane herbatniki Scooby- Doo. Aż podskoczyłem z radości i krzyknąłem – jak podekscytowana nastolatka! Kacper też podskoczył z wrażenia. Walnął dłonią w ramię Pawła i pokazał palcem na jezioro. Paweł rzucił ciastka na ziemię – i pobiegli czym prędzej nad brzeg…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz