środa, 28 września 2016

Dziewiczy smak




   Kręciliśmy się w bliskiej odległości od brzegu jeziora. Im bliżej brzegu, tym więcej było różnorodnej zieleni. W mokradłach, oraz płytkich wodach, rosło dużo szuwarów, w których można było spotkać wiele rodzajów przeróżnego ptactwa, robactwa i owadów. Paweł z Kacprem posiadali dużą wiedzę, na temat tego wszystkiego co w temacie biologii nas otaczało. Tłumaczyli mi jak w rezerwacie zachowywać się, by nie niszczyć chronionej roślinności, co robić, aby nie płoszyć ptaków z gniazd lękowych – i w ogóle – jak szanować przyrodę. I gdzie można bezpiecznie wejść – a gdzie zachować szczególną ostrożność, lub jeszcze lepiej, wcale nie wchodzić, bo może się to skończyć nieprzyjemnymi skutkami! Rozmawialiśmy o tym, że na każdą wyprawę – nawet taką najbardziej banalną – trzeba się adekwatnie do niej przygotować, bo zlekceważenie jakiegoś niezbędnego kroku, może zakończyć się bardzo nieprzyjemnie – a nawet tragicznie! Nie będę tutaj nikomu sugerował niczego, w co ma się gdzieś ubrać i co ze sobą zabrać, bo – po pierwsze – to należy dopasować sobie indywidualnie pod siebie, po drugie – można by o tym książkę napisać! A mnie chodzi tutaj o to, że jeśli wybieramy się gdziekolwiek aby czynnie spędzić czas, to świadomie trzeba się do tego przygotować. Nie mam zamiaru się wymądrzać, bo sam ciągle czegoś się uczę od innych – w tym nawet tak młodych ludzi, jak choćby Paweł i Kacper.

   Pochodziliśmy ponad dwie godziny. Dla mnie – zasiedziałego mieszczucha – było to „pół świata”! Poczułem się nieco zmęczony i chciało mi się pić. Zdjęliśmy plecaki i usiedliśmy na powalonym ze starości drzewie. Wypiliśmy całą butelkę wody. Kacper wyciągnął ciastka. To były - Scooby- Doo ciastko łapki firmy Dr. Gerard. Jestem – tak mi się zdawało do tej pory – smakoszem produktów tej firmy. Ale te ciastka – przyznam szczerze – jadłem po raz pierwszy. Bardzo smaczne, ale nie chciałem objadać chłopaków ze smakołyków. Kacper z Pawłem byli chyba bardzo głodni, bo w minutę zjedli wszystko. Paweł powiedział, że on też jeszcze ma coś w plecaku. A ja miałem butelkę wody. Zaczęliśmy zmierzać w stronę Janusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz