poniedziałek, 19 września 2016

Pracowite mrówki - lubią Markizy mafijne lemon Dr. Gerard




   Skoro przyjechałem w ramach urlopu wypoczynkowego, to należałoby wypocząć… Najpierw nie mogłem się doczekać tego, kiedy dotrę na miejsce. Do przebycia z domu – ponad 350 km. Ruch miejscami bywał dość wzmożony, lecz zdarzało się to zwłaszcza na drogach głównych, w pobliżu bardziej znanych miejscowości i ośrodków. W końcu skręciłem w jakąś gminną drogę. Po przejechaniu jej przez prawie 3 km, byłem na miejscu. Docierając do celu, poczułem dość spore zmęczenie. Na miejscu załatwiłem formalności, otrzymałem od pani Basi adres – i mogłem się rozgościć. Było świeżo, bardzo spokojnie i niemniej ciepło. Tylko ptactwo wszelakiego rodzaju dawało znać o sobie. A jak te przycichły, to ciszę zakłócał brzęk pszczół. Zaraz wziąłem chłodny prysznic. Pani Basia zaproponowała posiłek, ale jakoś jeść mi się nie chciało. Po drodze przegryzłem coś w jakiejś przydrożnej knajpce – no i zjadłem trochę pysznych ciastek - Markizy mafijne Lemon Dr. Gerard. Jedno mi się pokruszyło i jak dojechałem na miejsce, to wysypałem te okruchy. Natychmiast dopadły je olbrzymie leśne mrówki i posprzątały to, co naśmieciłem. Gdyby nie były dobre, to by ich nie jadły! Jedna z mrówek ugryzła mnie w wierzch stopy, co poskutkowało sporym pieczeniem, ale to szybko przeszło. W planie miałem, że po przyjeździe utnę sobie drzemkę aby odsapnąć… Nic z tych rzeczy! Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że ciężko będzie się przyzwyczaić do tak ekstremalnej ciszy! Usiadłem i zaglądnąłem jeszcze do podręcznej torby. Przegryzłem sobie jeszcze ciastko wit’ AM, po czym wypiłem pół butelki wody mineralnej. Do wieczora postanowiłem zrobić sobie obchód pobliskiego terenu, aby zapoznać się z nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz