A tak dobrze żarło…
Czasem tak bywa, że – „Już był w ogródku, już witał się z gąską”… Okazało się,
że nasza radość była przedwczesna! Mimo tak wielkiego doświadczenia, Januszowi
nie udało się skutecznie złowić dorodnego karpia! Podobno coś takiego zdarza
się wszystkim – tym mniej doświadczonym, ale również i mistrzom. Później Janusz
tłumaczył, jakie błędy popełnili razem z Kacprem. Paweł – młodszy syn pani Basi
i Janusza – rozpalił grilla i upiekliśmy świetną swojską kaszankę i żeberka.
Później jeszcze poobiednia kawa – i tak oczekiwany deser… Paweł ma zmysł i
smykałkę do wymyślania przeróżnych smakołyków. Potrafi w temacie kuchennym,
zrobić „z igły – widły”! Specjalnie na tę wyprawę, w plastikowych foremkach w
kształcie ryby, przygotował desery z galaretek, ciastek Dr. Gerard, owoców i
świeżych ziół. Wyglądały fantastycznie – a jeszcze lepiej smakowały! W
pierwszej chwili byłem przekonany, że są to jakieś plastikowe imitacje ryb. Na
pierwszy rzut oka, wyglądały tak, że wydawało się że mają łuski. Jak się jednak
później okazało w trakcie jedzenia, żadnych syntetyków tam nie było – wszystko naturalne!
Uśmialiśmy się do łez z Janusza. Był jeszcze rostargmiomy karpiem który mu
uciekł. Nie mógł tego przeżyć! Cały czas o nim mówił. A kiedy wziął w swoje
ręce tę niezwykłą galaretkę Pawła, to wypadła mu ona z rąk, spadła na piach, i
wyglądała jak karaś panierowany! Kacper poradził ojcu, żeby sobie to
przygrillował. Janusz się początkowo zdenerwował jeszcze bardziej, ale Paweł
przyniósł mu ciastka - czekoloadowe ciastka Scooby- Doo, oraz ciastka wit’ AM.
Myśmy też dodali sobie nimi energii. Janusz później wrócił do łowiska. Ale –
podobno – o tej porze ryby mają sjestę, to z chłopakami poszedłem szukać
leśnych przygód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz