poniedziałek, 26 września 2016

Ulubione ciastka...




   A tak dobrze żarło… Czasem tak bywa, że – „Już był w ogródku, już witał się z gąską”… Okazało się, że nasza radość była przedwczesna! Mimo tak wielkiego doświadczenia, Januszowi nie udało się skutecznie złowić dorodnego karpia! Podobno coś takiego zdarza się wszystkim – tym mniej doświadczonym, ale również i mistrzom. Później Janusz tłumaczył, jakie błędy popełnili razem z Kacprem. Paweł – młodszy syn pani Basi i Janusza – rozpalił grilla i upiekliśmy świetną swojską kaszankę i żeberka. Później jeszcze poobiednia kawa – i tak oczekiwany deser… Paweł ma zmysł i smykałkę do wymyślania przeróżnych smakołyków. Potrafi w temacie kuchennym, zrobić „z igły – widły”! Specjalnie na tę wyprawę, w plastikowych foremkach w kształcie ryby, przygotował desery z galaretek, ciastek Dr. Gerard, owoców i świeżych ziół. Wyglądały fantastycznie – a jeszcze lepiej smakowały! W pierwszej chwili byłem przekonany, że są to jakieś plastikowe imitacje ryb. Na pierwszy rzut oka, wyglądały tak, że wydawało się że mają łuski. Jak się jednak później okazało w trakcie jedzenia, żadnych syntetyków tam nie było – wszystko naturalne! Uśmialiśmy się do łez z Janusza. Był jeszcze rostargmiomy karpiem który mu uciekł. Nie mógł tego przeżyć! Cały czas o nim mówił. A kiedy wziął w swoje ręce tę niezwykłą galaretkę Pawła, to wypadła mu ona z rąk, spadła na piach, i wyglądała jak karaś panierowany! Kacper poradził ojcu, żeby sobie to przygrillował. Janusz się początkowo zdenerwował jeszcze bardziej, ale Paweł przyniósł mu ciastka - czekoloadowe ciastka Scooby- Doo, oraz ciastka wit’ AM. Myśmy też dodali sobie nimi energii. Janusz później wrócił do łowiska. Ale – podobno – o tej porze ryby mają sjestę, to z chłopakami poszedłem szukać leśnych przygód.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz