Witam.
Kilka dni temu miałam nietypową przygodę. Obudziłam się wczesnym porankiem, nie
mogłam spać. Pozostali domownicy owinięci w ciepłe kołderki smacznie spali.
Postanowiłam, że przespaceruje się do sklepu i kupię świeże pieczywo na
śniadanie. Na dworze było zimno , i ciężko się chodziło, bo wszędzie był lód.
Jakoś dotarłam do sklepu. W sklepie zrobiłam zakupy, oczywiście nie omieszkałam
kupić kruche ciasteczka naszej ukochanej firmy ,,Dr Gerard”. W ten dzień
postanowiłam kupić witaminki, pierniczki oraz krakersy. Wiedziałam, że moja
rodzinka z tych łakoci będzie bardzo zadowolona. Ze sklepu wracałam zadowolona
i nie zwracałam uwagi, co znajduje się pod nogami. I stało się . Chwila nie
uwagi , kilka sekund łapania równowagi na lodzie i leżałam jak długa. Wydawało
mi się , że ziemia zatrzęsła się pode mną. Zakupy porozwalane, bo reklamówka
nie wytrzymała. Nie powiem Wam co mówiłam pod nosem, bo nie wypada o tym pisać,
ale wiązanka poszła. Byłam zła na siebie, na zimę i na wszystkich dookoła.
Przez chwilkę nie mogłam się pozbierać i wygramolić z pozycji leżącej. Kiedy
jeszcze klęczałam na kolanach, usłyszałam łomot, tuż za sobą rozłożył się jakiś
młody chłopak. Zamilkłam, ale jak usłyszałam jego słowa, nie wytrzymałam i
wybuchłam śmiechem. On na mnie zerknął i po chwili dołączył się, i razem
chichotaliśmy jak nienormalni. Kiedy w końcu śmiech nas opuścił, pomogliśmy
sobie nawzajem z pozbieraniem zakupów. On miał gorzej, jego zakupione jajka
były jedną masą. I to znów nas rozbawiło. Chłopak musiał ponownie udać się na
zakupy, a ja lekko obolała wróciłam do domu. Przy śniadaniu opowiedziałam mojej
rodzinie o porannej wywrotce. Śmialiśmy się do łez. Rodzinka jednogłośnie
stwierdziła, dobrze że biszkopciki i pierniczki ,,Dr Gerarda” nie ucierpiały,
bo szkoda by było żeby się zmarnowało
tyle pyszności. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz