czwartek, 21 stycznia 2016

Taniec na lodzie

Witam. Kilka dni temu miałam nietypową przygodę. Obudziłam się wczesnym porankiem, nie mogłam spać. Pozostali domownicy owinięci w ciepłe kołderki smacznie spali. Postanowiłam, że przespaceruje się do sklepu i kupię świeże pieczywo na śniadanie. Na dworze było zimno , i ciężko się chodziło, bo wszędzie był lód. Jakoś dotarłam do sklepu. W sklepie zrobiłam zakupy, oczywiście nie omieszkałam kupić kruche ciasteczka naszej ukochanej firmy ,,Dr Gerard”. W ten dzień postanowiłam kupić witaminki, pierniczki oraz krakersy. Wiedziałam, że moja rodzinka z tych łakoci będzie bardzo zadowolona. Ze sklepu wracałam zadowolona i nie zwracałam uwagi, co znajduje się pod nogami. I stało się . Chwila nie uwagi , kilka sekund łapania równowagi na lodzie i leżałam jak długa. Wydawało mi się , że ziemia zatrzęsła się pode mną. Zakupy porozwalane, bo reklamówka nie wytrzymała. Nie powiem Wam co mówiłam pod nosem, bo nie wypada o tym pisać, ale wiązanka poszła. Byłam zła na siebie, na zimę i na wszystkich dookoła. Przez chwilkę nie mogłam się pozbierać i wygramolić z pozycji leżącej. Kiedy jeszcze klęczałam na kolanach, usłyszałam łomot, tuż za sobą rozłożył się jakiś młody chłopak. Zamilkłam, ale jak usłyszałam jego słowa, nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. On na mnie zerknął i po chwili dołączył się, i razem chichotaliśmy jak nienormalni. Kiedy w końcu śmiech nas opuścił, pomogliśmy sobie nawzajem z pozbieraniem zakupów. On miał gorzej, jego zakupione jajka były jedną masą. I to znów nas rozbawiło. Chłopak musiał ponownie udać się na zakupy, a ja lekko obolała wróciłam do domu. Przy śniadaniu opowiedziałam mojej rodzinie o porannej wywrotce. Śmialiśmy się do łez. Rodzinka jednogłośnie stwierdziła, dobrze że biszkopciki i pierniczki ,,Dr Gerarda” nie ucierpiały, bo szkoda by było  żeby się zmarnowało tyle pyszności. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz