Kolejnym dniem odwiedzin kuzynki z mężem, w rodzinnych
stronach ze strony mamy, była niedziela. Sobotnie, rodzinne biesiadowanie przy grillu
zakończyło się późną nocą. W niedzielny poranek pobudkę zafundował nam piesek,
którego przywiozła kuzynka.
Dziewczyny złączyły siły i w mig śniadanie dla całej ferajny
stało na stole. Po śniadaniu zabraliśmy się za porządkowanie posłań po nocy i
doprowadzaniu miejsca, w którym grillowaliśmy, do kultury.
Z bałaganem uporaliśmy się niezwykle szybko, a do obiadu
pozostało jeszcze sporo czasu, więc wszyscy jednomyślnie zdecydowaliśmy, iż
wolny czas przeznaczymy na kawę i zachowane jeszcze z soboty „Ciastka z
galaretką” Dr Gerarda. Jakimś cudem zostały nam jeszcze BISZKOPTY MORELOWO
ŚMIETANKOWE, PYCHOTKI ZDOBIONE i WITAMINKI TRÓSKAWKOWE, idealne dla dzieciaków.
Kawa, przy tak pysznych słodkościach Dr Gerarda, smakowała jak koktajl owocowy.
Pałaszowaliśmy ciastka tak, że wszystkie zniknęły i trzeba było przesunąć obiad
na późniejszą godzinę, ponieważ brzuchy były pełne i odmawiały posłuszeństwa zjedzenia
obiadu. Postanowiliśmy więc pójść na spacer do lasu. Jako, że był tak blisko,
doszliśmy do wniosku, że upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu, a mianowicie
dotlenimy się i spalimy kalorie, które zalegają w brzuchu.
Jednym słowem niedziela upłynęła nam i przyjemnie, i
pożytecznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz