Ciasteczka Dr. Gerard
smakowały wybornie! Siedzieliśmy sobie z Jackiem w ogrodzie, pochrupywaliśmy owe
ciastka i chłodziliśmy się zimnymi napojami z lodem. Małe kawałki mięsa szybko
się upiekły, ale w takim skwarze, to ani Jackowi, ani mnie jeść się nie chciało…
Woleliśmy skupić się na wspomnieniach. Przypieczoną karkówkę i boczek zatem
zjadł kot i pies sąsiada… Za chwilę wróci z pracy Lucyna. Później przybędzie
siostra – Kasia – ze szwagrem, córkami i rodzinami. Dzieciaki jak chwilę
pobiegają, to też i mięso pozjadają! Dla nich również mam smakołyki Dr. Gerarda
– takie które najbardziej lubią. Czyli biszkopty morelowo śmietankowe oraz
rurki kokosowe.
Z sąsiadami
współdzielimy kawałek drogi dojazdowej. Przed chwilą wrócili właśnie z pracy –
a tuż za nimi przyjechała Lucyna. Z rana zaprosiłem sąsiadów aby zaglądnęli do
nas „na trzy kwadranse”, albo i dłużej. Powiedziałem że będziemy mieli gościa,
lecz nie mówiłem że będzie to Jacek. Kiedy przechodzili za ogrodzeniem, to grzecznie
się ukłonili – odwzajemniliśmy się tym samym. Krzyknąłem jeszcze tylko aby
zaraz przyszli, bo jak nie, to pies im zdechnie z przejedzenia! Danka z Jackiem
przyglądali się sobie cały czas. Romek również się przyjrzał, lecz nie
wpatrywał się tak jak Danka… Lucyna przyszła się przywitać i zaraz zniknęła aby
„odetchnąć” po pracy. Zjadła tylko jeszcze ciastko i napiła się wody – i już
jej nie było. Sąsiedzi przyszli nawet szybko. Przynieśli ze sobą biszkopty dla
dzieci – gdyż wiedzieli że później będą – i piwo. Jacek znów patrzył na Dankę.
Po czym stwierdził, że bardzo przypomina mu pewną dziewczynę, która tu nieopodal
mieszkała. Miała na imię Danka. Sąsiadka odpowiedziała, że też jej przypomina pewnego
chłopaka, który kiedyś mieszkał nieopodal – po drugiej stronie i miał ma imię
Jacek. Stwierdziłem, że trafność oboje mają bezbłędną! A później było wiele
radości, aż Lucyna czym prędzej przybiegła!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz