Dzień
dobry, jest poniedziałek, od rana pada deszcz i jest zimno. Jak fajnie? Mogę oddychać.
Cieszę się, że nie ma upału, chociaż ten jeden dzień. Właśnie dzisiaj
rozpocząłem rehabilitację. Lekarz zapisał mi sollux i ćwiczenia na materacu. Mimo
opadów z dużą chęcią jechałem rowerem do przychodni. Od ponad roku nie miałem
zabiegów i trochę zesztywniałem. Teraz znów będę gibki J. Troszeczkę się zasmuciłem,
że mam niebieską lampę a nie ciepłą czerwoną. Moje solarium nie wypaliło. W oczekiwaniu
na moją kolejkę przekąsiłem smaczne mini rogaliki „dr Gerard”. Gdy już zająłem
miejsce na materacu, dostałem poduszkę pod głowę i pod odcinek lędźwiowy kręgosłupa.
Zdziwiłem się, co się dzieję? Mam się wylegiwać czy ćwiczyć. Okazało się, że
jednak wylałem sporo potu. Moje mięśnie brzucha miały spory wysiłek, aż
zgłodniałem. Nie martwiłem się tym. W plecaku miałem kruche ciastka. Uzupełniłem
węglowodany i poniosłem poziom cukru, zjadając rogalik pudrowany i mogłem
wsiadać na rower. Jeszcze przed wyjściem z ośrodka spotkałem Wojtka mojego
kolegę z zespołu. Pracuje tam, jako masażysta. On również uważa, że kruche
ciastka są idealne dla poprawy nastroju. Umówiliśmy się na czwartek na próbę,
pogadaliśmy o wzmacniaczach i mogłem wracać do codzienności. Ujechałem całe
pięćset metrów i się rozpadało. Znajdowałem się w pobliżu marketu. Przypiąłem
rower pod daszkiem i poszedłem połazić po sklepie. Mój wrodzony instynkt
zaprowadził mnie do regałów ze słodyczami. W oczy rzuciły mi się kruche ciastka
„dr Gerard”. O to nie trudno, gdyż ich ciekawe, kolorowe opakowania przyciągają
uwagę. A gdy jest się takim smakoszem tych wyrobów jak ja, to czerwone logo
firmy zawsze się zauważy. Gdy minęła ulewa i gdy miałem już pełen brzuch,
mogłem sobie zrobić godzinny spacerek na rowerze.
Pozdrawiam L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz