Po pracy wstąpiłam do supermarketu bardzo zmęczona i nie w humorze. Dzisiaj
musiałam pracować za dwie osoby, ponieważ jedna kobieta nie przyszła. Nawet nie
zgłosiła że jej nie będzie. Pracowałam prawie trzy godziny dłużej. Teraz chodzę
po dziale dziecięcym zastanawiając się co kupić dwuletniemu wnuczkowi Marcinkowi. Po dłuższym
namyśle kupiłam kolorowy namiot z piłeczkami. Córce kupiłam sweter czarny
rozpinany. Dodatkowo wstąpiłam na dział ze słodyczami. Na półce było mnóstwo
przeróżnych słodyczy. Lecz ja wiedziałam czego szukam. Zobaczyłam ciastka
ułożone w rządku firmy Dr. Gerarda.
Wrzuciłam do koszyczka dwie paczki ciastek kokosowych z polewą, dwie paczki
mini rogalików, ciasteczka wiśniowe. Ustawiłam się długim w ogonku do kasy.
Zamyślona nie rozglądałam się po bokach. W pewnej chwili ktoś mnie trącił w
ramię. Odwróciłam głowę w tamtym kierunku i zobaczyłam moją dawną przyjaciółkę
ze szkoły. Nie widziałyśmy się około dziesięciu lat, bo wyjechała za granicę do
pracy. Wstąpiłyśmy do kawiarni na lody z owocami. Na wierzchu miałam ciasteczka
wiśniowe i poczęstowałam nimi koleżankę. Bardzo jej smakowały i postanowiła
przy najbliższej wizycie w sklepie zaopatrzyć się w nie. Po dwóch godzinach
rozstaliśmy się. Wracając do domu podjadałam mini rogaliki. Nim się spostrzegłam,
to zjadłam prawie całe opakowanie. Następnego dnia planujemy z mężem odwiedzić
córkę i jej rodziną. Cieszę się na myśl o spotkaniu. Na razie mieszkają u
rodziców męża lecz są w trakcie budowy swojego domu. Myślę, że za rok będą już
mieszkać w swoim mieszkaniu. Następnego dnia z samego ranka spakowaliśmy do
auta rzeczy dla córki Kasi i jej rodziny. Wnuczek nie mógł doczekać się naszego
przyjazdu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz