Śpiewaliśmy
piosenki z dawnych czasów… Pierwszy zaczął Jacek, fałszując „Jolka, Jolka…”.
Były oklaski i kupa śmiechu! Danka zaśpiewała – „Pamiętam nas z tamtych lat” -.
Zaraz dołączyła do niej większość z nas. Romek pobiegł po gitarę! Danka z
Jackiem próbowali wymusić, abym ja jeszcze zaśpiewał „solo”, ale wytłumaczyłem
im w końcu, że jak ja zaśpiewam, to liście poopadają! Ciężko było, ale dali się
przekonać… Jak wrócił Romek, to wszyscy śpiewaliśmy „biesiadne”. Tomek
przypomniał sobie, że w samochodzie ma jeszcze harmonijkę ustną. Koncert był
prawie profesjonalny – choć słowo „prawie”, czyni olbrzymią różnicę… Jak
poszedł Tomek po instrument, to znalazł jeszcze w torbie 4 duże paczki krakersów
– Dr. Gerard. Danka poszła jeszcze do domu po żółty ser. Jak przygrillowaliśmy go
z warzywami i boczkiem, to były z tego rarytasowe mini kanapeczki. Baśka
cieszyła się, że dopiero od jutra zaczyna się odchudzać, to dziś może jeszcze
sobie pozwolić na „co nieco”. Wszystkie kobiety zgodnie za Baśką stwierdziły,
że też od jutra są na diecie! Młode przyznały jednak, że w zasadzie, to obie
postanowiły sobie już od dziś „zbijać wagę” – i pewnie dotrzymałyby słowa, ale
krakersom Dr. Gerard oprzeć się nie mogą. Czas upływał bardzo miło. A zabawa
była przednia. Wszyscy cieszyliśmy się, tylko Jacek miał trochę posępną minę.
Zapytałem go czy coś się stało… Odpowiedział że jeszcze nie – dopiero się
stanie… Zaskoczony byłem – cóż takiego ma się stać… „Jutro punktualnie o ósmej
rano, muszę już odjechać! Aż łza się w oku kręci, bo jest tak miło, smacznie i
okropnie mi żal… Ale jeszcze kilka lat – córki wykształcę, przejdę na zasłużoną
emeryturę – i wracam już na stałe!” I tym optymistycznym akcentem,
zakończyliśmy spotkanie w ogrodzie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz