środa, 29 czerwca 2016

Zapiekane owoce z pierniczkami




   Późnym wieczorem, pomimo tego że dzień był upalny, zaczęło robić się chłodno i naciągało wilgocią. Ta wilgoć, to jeszcze pół biedy! Najgorsze było to, że zaczęły nas żreć jakieś ludożerne owady! Danka już była tak pogryziona, że była już cała czerwona – od guzowatych bąbli i od drapania się. Choć trawa była skoszona prawie maksymalnie – niemal aż widoczna była ziemia, to „parszywe draństwo” i tak wegetowało sobie pomiędzy listkami na drzewach, oraz w krzewach. Meszki omijały jedynie Jacka. Śmialiśmy się z niego, że przesiąkł pewnie jakąś kanadyjską zarazą – i dlatego polskie owady omijają go „szerokim łukiem”. Lucyna zadecydowała, że robimy wszyscy przesiadkę do domu. Kamilek z Kacperkiem byli już bardzo zmęczeni, więc ich mamy położyły ich spać w samochodzie. Kiedy podjęliśmy decyzję o tym, że przenosimy się do domu, to młode kobiety, wraz ze swoimi mężami postanowili się pożegnać i odjechali. Na nic zdały się nasze namowy, że będzie nam bardzo brakować harmonijkowych przygrywek – a la BoB Dylan… Odjechali – i już! A my, pozbieraliśmy wszystko to co zostało i przemieściliśmy się w zaplanowane miejsce. Po przyjściu, Lucyna zapytała Jacka czy zjadłby coś słodkiego. Jacek stwierdził - że chyba nie… To „chyba” było dla Lucyny jednoznaczne! Natychmiast wyszła w celu poszukiwań jakichś specjałów… Po chwili wróciła, trzymając w rękach opakowania z ciastkami firmy Dr. Gerard. Były to – znakomite pierniczki, oraz niezwykłe -witaminki jabłko. Zapytała jeszcze tylko czy mogą być – wszyscy jednogłośnie – jak kiedyś na partyjnym zjeździe – skwitowaliśmy, że tak. Lucyna jednak zostawiła nam -witaminki jabłko – po czym znikła, udając się do kuchni. Romek znów zaczął przygrywać na gitarze. A my jedliśmy te niezwykłe ciasteczka i śpiewaliśmy.Za chwilę Lucyna zrobiła nam mega niespodziankę! Wzięła brzoskwinie z puszki i zapiekła je z tymi pierniczkami które ze sobą zabrała! Dodała jeszcze nieco imbiru, oraz posypała startą czekoladą. To był hit wieczoru! A po przyniesieniu tego, zniknęło wszystko w pięć minut. Ale było już naprawdę bardzo późno. Danka z Romkiem postanowili pożegnać się. Odprowadziliśmy ich, aby zaczerpnąć jeszcze świeżego powietrza – a po powrocie, zaczęliśmy przygotowywać się do spania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz