Późnym wieczorem,
pomimo tego że dzień był upalny, zaczęło robić się chłodno i naciągało
wilgocią. Ta wilgoć, to jeszcze pół biedy! Najgorsze było to, że zaczęły nas
żreć jakieś ludożerne owady! Danka już była tak pogryziona, że była już cała
czerwona – od guzowatych bąbli i od drapania się. Choć trawa była skoszona
prawie maksymalnie – niemal aż widoczna była ziemia, to „parszywe draństwo” i
tak wegetowało sobie pomiędzy listkami na drzewach, oraz w krzewach. Meszki
omijały jedynie Jacka. Śmialiśmy się z niego, że przesiąkł pewnie jakąś
kanadyjską zarazą – i dlatego polskie owady omijają go „szerokim łukiem”.
Lucyna zadecydowała, że robimy wszyscy przesiadkę do domu. Kamilek z Kacperkiem
byli już bardzo zmęczeni, więc ich mamy położyły ich spać w samochodzie. Kiedy
podjęliśmy decyzję o tym, że przenosimy się do domu, to młode kobiety, wraz ze
swoimi mężami postanowili się pożegnać i odjechali. Na nic zdały się nasze namowy,
że będzie nam bardzo brakować harmonijkowych przygrywek – a la BoB Dylan…
Odjechali – i już! A my, pozbieraliśmy wszystko to co zostało i przemieściliśmy
się w zaplanowane miejsce. Po przyjściu, Lucyna zapytała Jacka czy zjadłby coś
słodkiego. Jacek stwierdził - że chyba nie… To „chyba” było dla Lucyny jednoznaczne!
Natychmiast wyszła w celu poszukiwań jakichś specjałów… Po chwili wróciła,
trzymając w rękach opakowania z ciastkami firmy Dr. Gerard. Były to – znakomite
pierniczki, oraz niezwykłe -witaminki jabłko. Zapytała jeszcze tylko czy mogą
być – wszyscy jednogłośnie – jak kiedyś na partyjnym zjeździe – skwitowaliśmy,
że tak. Lucyna jednak zostawiła nam -witaminki jabłko – po czym znikła, udając
się do kuchni. Romek znów zaczął przygrywać na gitarze. A my jedliśmy te
niezwykłe ciasteczka i śpiewaliśmy.Za chwilę Lucyna zrobiła nam mega niespodziankę!
Wzięła brzoskwinie z puszki i zapiekła je z tymi pierniczkami które ze sobą
zabrała! Dodała jeszcze nieco imbiru, oraz posypała startą czekoladą. To był
hit wieczoru! A po przyniesieniu tego, zniknęło wszystko w pięć minut. Ale było
już naprawdę bardzo późno. Danka z Romkiem postanowili pożegnać się.
Odprowadziliśmy ich, aby zaczerpnąć jeszcze świeżego powietrza – a po powrocie,
zaczęliśmy przygotowywać się do spania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz