niedziela, 31 stycznia 2016

Zabawa w najlepszym towarzystwie





       Koniec karnawału zbliża się nieubłaganie, ale nie mamy oczywiście czego żałować, bo pewnie każdy z nas w tym karnawale przetańczył chociaż jedną piosenkę. (Jeżeli tego nie zrobiliście to szybciutko, włączcie swoje ulubione piosenki i w domowym towarzystwie, podczas pieczenie, gotowania albo sprzątania poruszajcie się w rytm muzyki  :)
    Ja z moimi przyjaciółmi postanowiliśmy zorganizować pożegnanie karnawału w podobny sposób jak przywitaliśmy Nowy Rok i Karnawał, hucznie i na wesoło. Wybraliśmy się razem na bal karnawałowy do zaprzyjaźnionych właścicieli pewnej sali.
Muszę powiedzieć, że było niesamowicie, pyszne jedzenie, mnóstwo zabaw i tańca do białego rana, ale to co chcę Wam przekazać to to, że spotkałam tam pyszności Dr Gerarda.  O tak!  
Podczas deseru podane byłby pyszne ciasta i jestem pewna, że niektóre pomysły na ciasta zostały zaczerpnięte z Deseroteki Dr Gerarda, co nam oczywiście odpowiadało, bo uwielbiamy przepisy od Dr Gerarda. Tak więc mieliśmy wyborną zabawę w cudownym towarzystwie, więc cieszyliśmy się tą SŁODKĄ chwilą !
Oby do kolejnego tak pysznego i wytańczonego karnawału.

sobota, 30 stycznia 2016

A to pech




   Przyszedł do pokoju gdzie siedziała żona. Myślał o tych wszystkich wydarzeniach, które przytrafiły mu się w ostatnich dniach. Nie wiedział dokładnie, co się mu śniło a co było faktem. Po bólu głowy pozostał tylko taki dziwny – jakby ucisk. Nie był zbytnio rozmowny. Bał się że może palnąć coś głupiego i żona go wyśmieje… Dochodziło południe. Jeszcze uszczypnął się – na wszelki wypadek. Poczuł ból. Kiedy spojrzał na rękę, zobaczył ślad po uścisku paznokciami. „Słyszałeś? Ktoś w naszym mieście trafił w loterię główną wygraną…” – Powiedziała żona. Zerwał się na równe nogi. „Tak, tak… To znaczy – nie… Nie słyszałem…” – Odpowiedział niepewnie. Był pewny, że nawet mu się to nie śniło, to nikomu nic jeszcze nie powiedział o swojej ewentualnej wygranej. „A ty ciągle grasz i grasz… Żebyś choć raz coś trafił… Żeby choć raz paczkę dobrych ciastek Dr. Gerarda kupić… Gdybyś zsumował to wszystko co wydałeś na te swoje loterie, to kupiłbyś całą naczepę tych ciastek! A może jeszcze TIR’a z przyczepą pełną ciastek!” – żaliła się żona. „Mhm… Tak, tak…” – Odmruknął szwagier. „Tak, tak… Mhm, Mhm… I tyle! Myślisz tylko o tym, kiedy pójdziesz do tego swojego chóru – i tyle! Zagraj raz a dobrze – a nie tak ciągle źle... Tak żebyśmy kupili sobie – i dzieciom – takich dobrych… Przedobrych, najlepszych ciasteczek! Ty – swoich pierników i krakersów. A ja… A ja i dzieci to możemy mieć każde inne – byleby tylko z firmy Dr. Gerard były…!” – Prawie ze łzami w oczach, żaliła się żona. Ale szwagier wcale nie myślał o chórze… Myślał o swoim kuponie. Nie wiedział, jak ma powiedzieć swojej małżonce o tym, że to może właśnie on jest tym, który trafił główną wygraną w loterii. Do pokoju weszły dzieci – Sabinka z Maksem. Od razu z radością rzuciły się na ciastka leżące na stole. „Tatusiu wiesz co? A Moniki tata wygrał w loterii główną wygraną!” – powiedziała Sabinka. Szwagra jakby sparaliżowało… Poczuł że oblały go siódme poty! Za chwilę wstał i wyszedł. Poszedł sprawdzić jeszcze raz swoje kupony. Okazało się, że na kuponie sprzed tygodnia, szwagier miał trafione wszystkie liczby w ostatnim losowaniu… Sytuacja nie do pozazdroszczenia...! Na TIR’a pełnego ciastek – przyjdzie jeszcze poczekać…

Koszmary




   Maks lubił bardzo gry logiczne. W przeciwieństwie do swojego ojca, to spryciarz nie lada jaki. W swojej drugiej klasie podstawówki, jest prymusem w matematyce i zabawach logicznych. Psycholog stwierdził, że swoim intelektem dorównuje, a co niektórych nawet przewyższa uczniów czwartej klasy. Sabinka odstawiła tablet na bok i zajęła się jakąś kolorowanką. Czas mijał im szybko… Pierwszy ocknął się Maks. Minęło już ponad 10 minut – a babcia jak wyszła, tak jej nie ma… Podszedł do okna, by sprawdzić czy babcia nie wraca. Ale nie było ani śladu. Spojrzał na szafkę, na którą babcia położyła smakołyki. Nawet widoczny był fragment opakowania… Maks zaczął główkować, jak ściągnąć te pyszności… Pomyślał że może kijem od mopa zsunie je, ale to jeszcze pogorszyło całą sprawę, bo popchnął je jeszcze bardziej w głąb. Cały czas myślał nad tym, jak bezpiecznie dobrać się do ciastek… Na krzesło, ani na taboret nie chciał wchodzić, bo kiedyś tak już próbował. I skończyło się na tym, że spadł i poobijał się dość mocno. Na szczęście na tym się skończyło – dobrze że sobie nic nie złamał. Maks myślał, myślał… Nagle wpadł na pomysł – odkurzacz! Zawołał Sabinkę żeby patrzyła do okna – czy nie idzie babcia - a on przy pomocy odkurzacza ściągnie ciastka z szafki. Jak pomyślał – tak zrobił. Wyciągnął odkurzacz, założył wąż oraz rurę bez ssawki, włączył urządzenie – i skierował ssącą końcówkę nad szafkę. Mocny strumień powietrza przyciągnął opakowanie do rury. Maks delikatnie kierował rurę z powrotem. Opakowanie spadło na komodę. Ale – okazało się, że to nie było to, co babcia tam położyła, tylko odświeżacz powietrza o zapachu cytrynowym… Maks powtórzył czynność jeszcze raz – i jeszcze raz… Bez skutku! Czyżby babcia była tak cwana i przewidująca? W tym momencie szwagier się obudził. Coś strasznie pulsowało mu w głowie… Usiadł i pomyślał chwilę… Wstał, poszedł do dużego pokoju. Żona siedziała przy stole, delektując się wspaniałymi piernikami firmy Dr. Gerard… „Poczęstuj się – są naprawdę pyszne!” – Rzekła do męża. „A mamy jeszcze niema?” – zapytał szwagier. „Mamy? A miała dziś być? O niczym nie wiem…” – Powiedziała małżonka. „Nie miało być? Acha… To teraz wszystko rozumiem…” – Mruknął szwagier. Skierował się do kuchni. Otworzył szafkę, były tam „Mafijne”. „O! To coś dla mnie!” Ucieszony sięgnął po kilka z nich. Ugryzł jedno – i od razu poczuł się lepiej!

„Bal przebierańców”


Ten tydzień w pracy był wyjątkowo ciężki. Nowe materiały do wykucia na blachę w kosmicznych ilościach, klienci z muchami w nosie i szef stracił panowanie nad sobą wyzywając paru pracowników od najgorszych, po czym ich wołał na osobności i przepraszał – sam nie wytrzymywał tej napiętej atmosfery, dantejskich scen jakie miały miejsce w zakładzie w ostatnich dniach. Sytuacja firmy na rynku wisiała na włosku, lecz w ostatnim momencie, praktycznie nie do wiary sytuacja się niebagatelnie poprawiła i zła passa została przerwana. Impreza karnawałowa z początku odwołana teraz została przez szefa obwieszczona, że na pewno będzie mieć miejsce – podał też dokładne szczegóły gdzie się odbędzie. Dużym jej plusem było to, że miała być darmowa. Każdy miał się przebrać, był to warunek ustalony przez szefa, wielu kręciło nosem uznając, że to dziecinne, ale wola szefa jest decydująca. Mi się ten pomysł akurat bardzo podobał i chętnie na niego przystałem bez dłuższej chwili namysłu. W końcu nadszedł ten dzień. Pięknie przystrojona sala, świetna spokojna muzyka, powodująca całkowity chillout, koleżanki z pracy nie do poznania. Na stołach było wiele przekąsek i trunków ja standardowo wybrałem cydr i pyszne KRAKERSY paprykowe, które jak się dowiedziałem później od kogoś, były firmy Dr Gerard. To, że były naprawdę smaczne skłoniło mnie,  do poszukiwania innych produktów tej marki. Impreza trwała do rana i całe szczęście była w sobotę przez co w niedzielę można było się porządnie wyspać. W poniedziałek przed pracą zorientowałem się, że w bufecie można kupić MALTIKEKS Dr Gerarda. Ten okazał się świetną przekąską w sam raz do biura – mieszczący się w kieszeni, z którym można wszędzie wyjść. Po udanej imprezie i integracji z nowymi siłami chętnie wróciło się do pracy.

„Ferie w górach”


Wreszcie ferie – można odetchnąć z ulgą i cisnąć w kąt materiałami do nauki. Po spakowaniu wszystkiego co potrzebne ruszyłem na dworzec gdzie czekali już na mnie znajomi na pociąg, którym mieliśmy dojechać w góry. Podróż szybko nam zleciała, bo długo się nie widzieliśmy i masa tematów wypełniła nam te parę godzin jazdy. Kiedy dojechaliśmy do miasta ruszyliśmy w stronę schroniska aby już się rozpakować. Po tym ja się wybrałem na rekonesans w sklepiku zobaczyłem ciastka wit’AM Dr Gerarda pełnoziarniste z musli z jabłkami i rodzynkami z magnezem i żelazem, które to ostatnie przydają się podczas intensywnego wysiłku, a przecież nie przyjechaliśmy się tu wylegiwać, lecz dla sportu. Kupiwszy kilka paczek, przyniosłem je do pokoju. Kiedy wróciłem reszta właśnie zabierała się do wspólnego posiłku, jednak czekając na mnie co mnie bardzo ucieszyło. Po zjedzeniu, ubraniu się i wzięciu snowbord’ów pod pachę ruszyliśmy w stronę wyciągu na Gubałówce. Całe szczęście nie kosztowało nas to za wiele. Posurfowaliśmy po śniegu przez parę godzin całkowicie zapominając o tygodniowej rutynie pracy, bawiąc się jak dzieci. Po powrocie naparzyliśmy herbatki z prądem dla rozgrzania, usadowiliśmy się przy kominku, otuleni kocami i zaczęliśmy się zajadać pysznymi ciasteczkami Dr Gerarda. Tak nasz dzień dobiegł końca.

piątek, 29 stycznia 2016

Podwójna okazja

Jutro z okazji moich dzisiejszych urodzin organizuję przyjęcie, ale w tym roku świętowanie urodzin postanowiłam połączyć z zabawą karnawałową tak więc jutrzejszy dzień zapowiada się bardzo interesująco. A oto przepis na tort, który przyrządziłam na tę podwójną okazję.

Składniki

Ciasto
-1/5 margaryny do pieczenia,
-2/3 szklanki cukru,
-5 jajek,
-¾ szklanki mąki,
-1,5 szklanki suchego maku,
-1 łyżeczka proszku do pieczenia

Krem
-1 margaryna do pieczenia,
-3 opakowania budyniu śmietankowego z cukrem,
-1 l mleka,
-45 g płatków migdałowych,
-2 pomarańcze,
-2 czerwone grejpfruty
-Pryncypałki od Dr Gerarda z kremem kokosowym w białej czekoladzie ½ opakowania

Sposób przygotowania: margarynę rozpuszczam w rondelku. Żółtka oddzielam od białek. Białka ubijam na sztywną pianę z cukrem. Mąkę mieszam z proszkiem do pieczenia i makiem. Do ubitych białek dodaję (ciągle mieszając) po jednym żółtku, a następnie po łyżce mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia i makiem. Wlewam rozpuszczoną margarynę i mieszam łyżką. Dno tortownicy o średnicy 26 cm wykładam papierem do pieczenia. Do formy wkładam ciasto i piekę w 170 stopniach około 30 minut. Wystudzone ciasto kroję na 3 krążki. Z jednej pomarańczy ścieram skórkę. Połowę mleka gotuję ze skórką, w reszcie robię budyń. Miękką margarynę ubijam mikserem, dodając wystudzony budyń. Przygotowany krem dzielę na trzy części, do jednej z nich dodaję pokruszone wafelki Pryncypałki Dr Gerarda z nadzieniem kokosowym w białej czekoladzie(około 50 g). Krążek ciasta układam w tortownicy i smaruję pierwszą częścią przygotowanego kremu. Przykrywam drugim krążkiem ciasta i smaruję kremem do którego dodałam wafelki. Wykładam ostatni krążek i smaruję ostatnią częścią kremu. Tort odstawiam do lodówki. Schłodzony  posypuję uprażonymi migdałami na suchej patelni i dekoruję owocami i pokrojonymi na kawałki Pryncypałkami. Mam nadzieję, że wszystkim gościom tort będzie smakować. Polecam do przygotowania tego tortu i na przyjęcie Pryncypałki od Dr Gerarda. Życzę słodkich wypieków. Smacznego!

Cytrynowiec na każdą okazję



      Zbliżają się moje urodziny i muszę pomyśleć o upieczeniu czegoś słodkiego do kawusi. Przyjdzie kilkoro najbliższych osób, a my wszyscy uwielbiamy słodycze. Żadna uroczystość nie może obejść się bez ciasta i myślę, że zrobię najsmaczniejszy cytrynowiec, a oto przepis;

Spód
-Biszkopty Dr Gerarda lub Herbatniki cytrynowe Dr Gerarda

Masa cytrynowa
-1 1/2 szklanki zimnej wody
-1 szklanka cukru
-1/2 szklanki soku z cytryny typu cytronka
-2 budynie waniliowe
-3/4 szklanki zimnej wody
-1 kostka masła

Masa śmietanowa
-500 ml śmietany 36%
-2 opakowania cukru waniliowego
-5 łyżek gorącej wody
-2,5 łyżki żelatyny

Dodatkowo
-Herbatniki Dr Gerarda
-3/4 szklanki cukru pudru
-sok z cytryny

Przygotowanie
Spód blaszki wykładamy pysznymi biszkoptami lub jak kto woli herbatnikami od Dr Gerarda. Następnie robimy masę cytrynową. Półtorej szklanki zimnej wody razem z cukrem i sokiem z cytryny zagotować. W 3/4 szklanki wody rozpuścić budynie waniliowe. Następnie budynie wlać na gotującą się wodę z cytryną. Lać powolutku i dokładnie, energicznie mieszać żeby masa się nie ścięła. Gotować na małym ogniu do zgęstnienia. Kiedy masa będzie gęsta zestawiamy z ognia i dodajemy masła, najlepiej pokrojoną w mniejsze kawałki. Dodając masło dalej energicznie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia się tłuszczu. Następnie taką gorącą masę wylewamy na biszkopty lub herbatniki i wstawiamy do lodówki.
Kiedy masa cytrynowa będzie schłodzona i ścięta, robimy masę śmietanową. Ubijamy 500 ml śmietanki 36%. Pod koniec ubijania dodajemy 2 cukry waniliowe. Dalej ubijamy tak, aby śmietana zrobiła się sztywna. Następnie w 5 łyżkach wody rozpuszczamy żelatynę i gorącą dodajemy do śmietany, którą ciągle ubijamy. Po dodaniu miksujemy jeszcze przez chwilkę. Taką masę wykładamy na masę cytrynową. Na masie śmietanowej układamy pyszniutkie herbatniki Dr Gerarda jeden obok drugiego, dość ciasno. Następnie robimy lukier cytrynowy i dokładnie polewamy wszystkie herbatniki. Tak przygotowane ciasto wkładamy do lodówki, najlepiej na całą noc, tak aby herbatniki zmiękły pod wpływem lukru i masy. A potem zajadamy się do woli.

„Randka w ciemno z Dr Gerardem”


Od dłuższego czasu chodzi coś za mną słodkiego, w przenośni i dosłownym tego słowa znaczeniu. Zjadłbym coś słodkiego, ale sam nie wiem co.

Długo gryzłem się z własnymi myślami czy kupić coś słodkiego, czy zrobić coś samemu, jeśli tak to co.

Siedząc przed komputerem i przeglądając strony internetowe tzn. robiąc generalne porządki w przeglądarce w zakładce ulubione natrafiłem na adres www.drgerard.eu i od razu zapaliła się czerwona lampka, oczywiście w przenośni. Klikając na adres otworzyła się stronka, a na stronce lineczka do ”Deseroteki” (czyli mnóstwo pomysłów na pyszne i smaczne desery).

Zanim otworzyłem „Deserotekę”, to najpierw przyjąłem zasadę wyboru w ciemno i będzie to pierwszy przepis rozpoczynający całą gamę pomysłów.

I stało się! Poszedłem na randkę do kuchni z „Shake waniliowym z MARKIZAMI MAFIJNYMI”, a raczej zrobić go własnoręcznie. O dziwo jak na życzenie! MARKIZY uchowały się w kredensie od ostatnich większych zakupów, lody również jakby wiedziały, że będą potrzebne, oczywiście leżakowały w zamrażalniku. Przepis wydrukowałem i oto on poniżej:

„Shake waniliowy z MARKIZAMI MAFIJNYMI”

Składniki:

- 4 podwójne MARKIZY MAFIJNE Dr Gerarda

- 2 gałki lodów waniliowych

- 250 ml mleka

Sposób przygotowania:

Lody, 3 MARKIZY i mleko miksuj w blenderze kielichowym.

Na dno szklanki wsyp pokruszoną MARKIZĘ, zalej zimnym koktajlem i niezwłocznie serwuj.

Jednak okazało się, że to właśnie Shake za mną chodził kilka dni.

Randka, co prawda w ciemno ale była bardzo owocna.

Dobre serce babci




   Ciastka bardzo smakowały Maksowi jak i Sabince. Babcia powiedziała dzieciom, że jeśli będą grzeczne, to po obiedzie też dostaną po jednym… Albo dwa! Za jednym zamachem załatwiła dwie rzeczy – to że dzieci powinny być grzeczne, oraz to, że powinny zjeść obiad. „A teraz zabieram resztę ciasteczek, bo muszę je schować żeby zostały na poobiedni deser…” – Rzekła babcia – i wyszła. Maks cichaczem podreptał za babcią, żeby podglądnąć, gdzież to te smakołyki będą schowane. Babcia wzięła krzesło i postawiła je obok komody. Później weszła na nie i wsunęła ciastka na sam wierzch szafki wiszącej w kuchni. Maks delikatnie na bosaka wrócił do Sabinki w pokoju. „I co… Widziałeś?” – Szepnęła Sabinka. Maks tylko kiwnął głową. Jak gdyby nigdy nic, zaczęli zajmować się nadal – Maks laptopem – a Sabinka tabletem. „Grzecznie się bawicie?” – Zapytała babcia. „Tak, tak… A czemu pytasz babciu?” – Zapytały dzieci. Babcia zamyśliła się chwilę… „A, bo skoro tacy grzeczni jesteście, to wyskoczę na chwilę do sklepu. Coś wam kupić?” – Zapytała babcia. „ Mnie babciu kup ciastka – mogą być biszkopty z polewą i nadzieniem.” – Krzyknęła radośnie Sabinka. „A mnie – kup babciu jakieś pyszne markizy!” – Powiedział Maks. Babcia za bardzo nie wiedziała , więc zapytała: „Jakie dokładnie te ciastka mają być? Bo kupię wam takie jakich nie chcecie a później będzie płacz…” „Babciu – to nie wiesz? Te z Dr. Gerarda! Są najlepsze!” – Odpowiedziały dzieci. „Dobrze, dobrze… Dr. Gerarda… Ale jakie?” – Zapytała Babcia. „No przecież mówiliśmy przecież… Markizy i biszkopty!” – Odparły dzieci.

   Babcia ubrała się i wzięła z łazienki parasol. „Bądźcie grzeczni – zaraz wracam!” – Powiedziała babcia – i wyszła. Przestało padać… Zaraz po wyjściu babci, Maks zapytał Sabinkę” „To co – ściągamy te ciastka z szafki?” „Zaraz babcia przyjdzie, to nam przyniesie… Lepiej zaczekajmy…” – Powiedziała Sabinka. A szwagier spał dalej – tylko chrapał, że aż się mu wąsy trzęsły…