Przed rozpoczęciem roku szkolnego musieliśmy wybrać się z
córką Kasią i synem Michałem na zakupy. Prawie ze wszystkiego wyrośli. Trudno
dogodzić trzynastoletniej pannicy. Nie ten rodzaj butów, bluzka za szeroka lub
nie odpowiada jej firma. Musiałam użyć przekonujących argumentów, by kupić jej
odpowiednie rzeczy. Jeszcze nie kupiłam całej szkolnej wyprawki. Natomiast z
siedmioletnim synem nie było problemów. Zaopatrzyłam go w nowe spodnie, buty,
plecak, kurtkę i inne szkolne drobiazgi. Wracając wstąpiliśmy do dużego marketu.
Musiałam zrobić zakupy na obiad. Dzieci rozproszyły się po dużym sklepie i nie
wiedziałam czy mam iść już do kasy, czy ich szukać. Nie miałam z nimi kontaktu
telefonicznego. Najpierw skierowałam się na dział z artykułami szkolnymi,
niestety nie było ich. Potem poszłam na stoisko odzieżowe i też nie znalazłam
swoich pociech. Dopiero zobaczyłam dzieci w alejce ze słodyczami. Dyskutowali,
które ciastka wybrać. Michał chciał Markizy mafijne Lemon Dr. Gerard, a Kasia
Trick Kakaowy też produkcji Dr. Gerarda. Bardzo lubimy wyroby cukiernicze tego
producenta. Do koszyka wrzuciliśmy po dwie paczki wybranych ciastek i
pomaszerowaliśmy do długiej kolejki przy kasie. Na szczęście obsługa była
sprawna i już po dziesięciu minutach wyszliśmy ze sklepu. W powrotnej drodze do
domu chrupaliśmy smaczne ciasteczka. Następnego dnia pojechaliśmy całą rodzinką
w odwiedziny do moich rodziców mieszkających niedaleko za miastem. Często ich
odwiedzamy, a dzieci spędziły tam prawie całe wakacje. Po przyjeździe zawsze wskakujemy
w robocze ubrania gotowi do pomocy w domu i na podwórku. Bardzo często piekę
ciasto, ale tym razem zawieźliśmy wczorajsze smakołyki. Po przyjeździe zrobiłam
kawę i wyłożyłam na talerzyk ciastka. Bardzo lubię przebywać na wsi. Wtedy
odpoczywam od zgiełku samochodowego i tłumu ludzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz