Codziennie rano zaraz po przebudzeniu piję sok z cytryny z
wodą. Myślałam, że to spowodowało moje uczulenie. Na skórze wyskoczyły czerwone
swędzące plamy. Lekarz pierwszego kontaktu dał mi leki na alergie, ale nic nie
pomagało. Znowu udałam się do niego na wizytę, bo miałam trudności z
oddychaniem. Zaskoczony moją coraz większą alergią wypisał mi skierowanie do
szpitala dermatologicznego. Trochę denerwowałam się, ponieważ do świąt
Wielkanocnych brakowało cztery dni. W tym stanie nie miałam innego wyjścia jak
tylko spakować torbę i jechać. Mąż wziął opiekę nad naszymi dziećmi Karolkiem,
Marcinkiem i Kasią. Zaraz po przyjęciu dostawałam zastrzyki odczulające.
Codziennie byłam smarowana bardzo grubo specjalnymi maściami. Cała pidżama była
w smarach, a stopy pani mi zabandażowała. Siostra pojechała do sklepu, by mi
kupić jeszcze jedną pidżamę na zmianę. Tak jej się podobały, że od razu nabyła
dwie każda innego koloru. Przebywałam w pokoju trzyosobowym, ale moje sąsiadki
przed świętami wyszły do domu, a ja zostałam na święta sama. Najbliżsi
zaopatrzyli mnie w laptop z Internetem. Pomimo tego martwiłam się o dzieci i
męża. On stanął na wysokości zadania kupił ciasto, wędliny i przygotował
koszyczek do święcenia. Po kościele przyjechali do mnie i podzielili się
zawartością koszyczka. Miałam lodówkę więc nie było problemów z przechowaniem.
W święta przed południem przyjechała siostra z rodzicami. Przywieźli mi dwa
rodzaje ciasta. Jedno było wyjątkowo pyszne takie jak lubię. Z musem
truskawkowym, kremem z bitej śmietany, a w środku były biszkopty molerowo
śmietankowe produkcji Dr. Gerarda. Drugi to sernik na spodzie z krakersami Dr.
Gerarda. Mój pobyt w szpitalu trwał dwa tygodnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz