Rozpogodziło się i
zrobiło się jeszcze cieplej. Ania piła chyba trzecią herbatę a ja rozłożyłem
stolik w ogrodzie. Usadowiłem się pod „staruszką” – jabłonią. Zabrałem ze sobą
kilka starych gazet i zacząłem je przeglądać. Pierwsza – wyciągnięta na „chybił/trafił”
gdzieś ze środka, to magazyn weekendowy lokalnego dziennika z lat ’80 ubiegłego
stulecia. Z pierwszej strony gazety dowiedziałem się, że 30 lat temu Śląskie
Zagłębie odwiedziła bohaterka głównej roli filmu – „Niewolnica Isaura”. Taki
szmat czasu… A wydawałoby się, że to było tak niedawno… Za chwilę przyszła
Ania. Usiadła po przeciwnej stronie. Złapała wystający ze stosu kawałek gazety.
Wyciągnęła ją i otworzyła gdzieś na trzydziestej trzeciej stronie. W swoim
stylu – poprzewracała kartki w tył i przód. Zatrzymała swój wzrok wna chwilę w
jakimś punkcie czasopisma… Nagle wstała szybko i kierując się w stronę domku,
powiedziała że idzie do sklepu.
- Co cię tak
zmobilizowało?
Zapytałem zaskoczony…
- - Mam „zachciankę” – i pomysł na to jak ją zaspokoić!
Odpowiedziała Ania i szybko pomaszerowała do domu. Nie
złożyła nawet gazety, którą przeglądała… Dzięki temu, spojrzałem na stronę,
którą czytała żona. Tłustym drukiem, po prawej części strony widniał napis: „Karpatka”!
Czyli poznałem „zachciankę Ani… Podobnie jak małżonka – tyle że z mniejszą
energią – poszedłem do domu. Ania grzała mleko, którego karton nam pozostał
jeszcze sprzed miesiąca. Oprócz tego, przygotowywała jakiś proszek…
-Miałaś iść do sklepu…
Zagadnąłem.
- Zaraz pójdę, tylko ugotuję
budyń – niech w międzyczasie przestygnie.
Odrzekła.
- Co potrzebujesz do tej
karpatki?
Dociekałem…
- Jajka, masło – cukier mam… To
jeszcze krakersy – bo nie chce mi się piec ciasta…
Krzątając się mocno, odpowiedziała Ania.
- To ty sobie tutaj rób – a ja
podskoczę po zakupy.
Zaproponowałem.
- Ty nie możesz, bo kupisz mi nie
to co ja chcę!
Jak zwykle – odburknęła złośliwie.
- Powiedz mi dokładnie co mam
kupić – jak będę miał problem, to zadzwonię…
Zaproponowałem raz jeszcze.
- No dobrze… Tylko pamiętaj – te
ciastka to muszą być z Dr. Gerard!
Ania tak to podyktowała, że nie sposób było tego zapomnieć!
- OK – załatwione – szefowo!
Odwróciłem się i udałem się do sklepu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz