Krem „karpatka” o
smaku waniliowym, niezbyt dobrze smakowałby z krakersami o smaku cebulowym…
Dlatego zamiast odgryźć się złośliwie Ani, to tylko kiwnąłem głową dwa razy – i
ponownie wyszedłem z domu do sklepu… Sąsiad chyba właśnie wybierał się do nas, bo
zauważyłem go, jak z jakąś torbą zaczął zmierzać w naszą stronę. Lecz kiedy
zobaczył mnie zmierzającego szybkim marszem w drugą stronę, to zawrócił z
powrotem. W pięć minut byłem już w lokalnym mini-markecie. Miła pani znów
przywitała mnie uprzejmym uśmieszkiem, z zapytaniem czy o czymś zapomniałem…
Odpowiedziałem, że… Nie… - To znaczy… W zasadzie… Tak! Krakersy „Classic” – z firmy
Dr. Gerard. Pani zastanowiła się przez moment i stwierdziła, że przecież
kupowałem krakersy… Nie chciałem wypominać, że to właśnie ta pani –
prawdopodobnie przez pomyłkę – podała mi nie te ciastka co trzeba… Powiedziałem
więc, że – chciałem do tego jeszcze zgrzewkę piwa… Kiedy wracałem, sąsiad znowu
zagadał… Że pewno zajęci jesteśmy, bo chyba załatwiam jakieś sprawy…
Powiedziałem że Ania znalazła sobie jakieś zajęcie – a ja, wyskoczyłem jeszcze
po piwo, bo gdyby mieli życzenie przyjść do nas, to nie będziemy siedzieli tak
przy pustych szklankach. Dowiedziałem się że przed chwilą, kiedy szedłem do
sklepu, to akurat zmierzał do nas z kilkoma „złocistymi” – lecz skoro
wychodziłem to i on zawrócił. Ponowiłem zaproszenie. Obiecał że przyjdą z
małżonką za kwadrans. Ania zrobiła już krem. A jak jej powiedziałem że zaraz
będziemy mieli gości, to najpierw zrobiła głupią minę, ale później bardzo się
ucieszyła. Zaglądnąłem jeszcze do lodówki – widać było że żona dokonała już
dokładnej kontroli. Na termometrze za oknem, było +25 w cieniu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz