wtorek, 26 kwietnia 2016

Jeszcze raz do sklepu



   Krem „karpatka” o smaku waniliowym, niezbyt dobrze smakowałby z krakersami o smaku cebulowym… Dlatego zamiast odgryźć się złośliwie Ani, to tylko kiwnąłem głową dwa razy – i ponownie wyszedłem z domu do sklepu… Sąsiad chyba właśnie wybierał się do nas, bo zauważyłem go, jak z jakąś torbą zaczął zmierzać w naszą stronę. Lecz kiedy zobaczył mnie zmierzającego szybkim marszem w drugą stronę, to zawrócił z powrotem. W pięć minut byłem już w lokalnym mini-markecie. Miła pani znów przywitała mnie uprzejmym uśmieszkiem, z zapytaniem czy o czymś zapomniałem… Odpowiedziałem, że… Nie… - To znaczy… W zasadzie… Tak! Krakersy „Classic” – z firmy Dr. Gerard. Pani zastanowiła się przez moment i stwierdziła, że przecież kupowałem krakersy… Nie chciałem wypominać, że to właśnie ta pani – prawdopodobnie przez pomyłkę – podała mi nie te ciastka co trzeba… Powiedziałem więc, że – chciałem do tego jeszcze zgrzewkę piwa… Kiedy wracałem, sąsiad znowu zagadał… Że pewno zajęci jesteśmy, bo chyba załatwiam jakieś sprawy… Powiedziałem że Ania znalazła sobie jakieś zajęcie – a ja, wyskoczyłem jeszcze po piwo, bo gdyby mieli życzenie przyjść do nas, to nie będziemy siedzieli tak przy pustych szklankach. Dowiedziałem się że przed chwilą, kiedy szedłem do sklepu, to akurat zmierzał do nas z kilkoma „złocistymi” – lecz skoro wychodziłem to i on zawrócił. Ponowiłem zaproszenie. Obiecał że przyjdą z małżonką za kwadrans. Ania zrobiła już krem. A jak jej powiedziałem że zaraz będziemy mieli gości, to najpierw zrobiła głupią minę, ale później bardzo się ucieszyła. Zaglądnąłem jeszcze do lodówki – widać było że żona dokonała już dokładnej kontroli. Na termometrze za oknem, było +25 w cieniu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz