Ale przygrzało! 22
stopnie Celsjusza… Jutro ma być jeszcze więcej! Wybraliśmy się z Anią na wieś –
do lasu, aby zobaczyć jak wiosna działa na naturę. Jak wyjechaliśmy z domu, to
mijaliśmy młode osoby, które ubrane były w T-shirty oraz krótkie spodnie. My
również ubraliśmy się bardzo lekko, tyle że Ania – jak zawsze niezwykle
przezorna – zabrała dla siebie jak i dla mnie, jakąś odzież ochronną – tak „na
wszelki wypadek”.
Na mojej głowie pozostało zrobienie zakupów – coś do picia i ciastka. Ania najbardziej lubi markizy mafijne z firmy Dr. Gerard. A ja - ciasteczka wit’AM dr Gerard. Jednak tak zaaferowany byłem tą całą wyprawą, że na śmierć zapomniałem o tych zakupach! Ania na wsi ma do dyspozycji stary mały domek, gdzie często wyjeżdżamy aby odpocząć od miejskiego jazgotu. Ostatnio byliśmy tam jeszcze zimą, aby nakarmić miejscowe ptaki. Tym razem zaraz po przyjeździe, natychmiast skierowaliśmy się w górę – do lasu. Nie jest to jakiś bardzo wysoki szczyt. Ma on około 500m. npm. Jednak jest bardzo ładnie położony, dość obficie porośnięty lasem, oraz łąkami i zacisznymi polanami. W miejscach gdzie nie ma drzew, tkwiły zeszłoroczne poschnięte kłącza i trawy. Różnorakiego ptactwa można było dostrzec ogrom! Zdecydowana większość z nich była zapracowana budową nowych, lub naprawianiem starych gniazd. Szło się dość ciężko z kilku powodów… Po zimie nie jesteśmy jeszcze w dobrej formie – a do tego dość wysoka trawa i spora wilgotność gleby, utrudniały wchodzenie pod dość stromą górkę. Nieco zadyszani doszliśmy do lasu. Zgrzaliśmy się trochę, ale bardzo ciepły i delikatny – południowo wschodni wiatr, osuszał nasze skronie z potu. Akurat szliśmy pod wiatr, tak że w nasze nozdrza uderzał miły leśny aromat. Dobrze czuć było, że wiosna rozwija się w szybkim tempie!
Na mojej głowie pozostało zrobienie zakupów – coś do picia i ciastka. Ania najbardziej lubi markizy mafijne z firmy Dr. Gerard. A ja - ciasteczka wit’AM dr Gerard. Jednak tak zaaferowany byłem tą całą wyprawą, że na śmierć zapomniałem o tych zakupach! Ania na wsi ma do dyspozycji stary mały domek, gdzie często wyjeżdżamy aby odpocząć od miejskiego jazgotu. Ostatnio byliśmy tam jeszcze zimą, aby nakarmić miejscowe ptaki. Tym razem zaraz po przyjeździe, natychmiast skierowaliśmy się w górę – do lasu. Nie jest to jakiś bardzo wysoki szczyt. Ma on około 500m. npm. Jednak jest bardzo ładnie położony, dość obficie porośnięty lasem, oraz łąkami i zacisznymi polanami. W miejscach gdzie nie ma drzew, tkwiły zeszłoroczne poschnięte kłącza i trawy. Różnorakiego ptactwa można było dostrzec ogrom! Zdecydowana większość z nich była zapracowana budową nowych, lub naprawianiem starych gniazd. Szło się dość ciężko z kilku powodów… Po zimie nie jesteśmy jeszcze w dobrej formie – a do tego dość wysoka trawa i spora wilgotność gleby, utrudniały wchodzenie pod dość stromą górkę. Nieco zadyszani doszliśmy do lasu. Zgrzaliśmy się trochę, ale bardzo ciepły i delikatny – południowo wschodni wiatr, osuszał nasze skronie z potu. Akurat szliśmy pod wiatr, tak że w nasze nozdrza uderzał miły leśny aromat. Dobrze czuć było, że wiosna rozwija się w szybkim tempie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz