poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Drobna pomyłka...




   Zaraz po wyjściu sięgnąłem do kieszeni po smartfona. W zakładkach przeglądarki internetowej zapisaną miałem stronę  - którą znalazłem zaraz po włączeniu programu. Tapnąłem w „przepisy”… Pierwszym na liście był: SHAKE WANILIOWY Z MARKIZAMI MAFIJNYMI. Przeczytałem skład oraz sposób przyrządzenia. „Fantastyczne!” – Krzyknąłem… Nie dość że proste jak szprycha, to jeszcze szybkie jak „Air Force One”! No i na taką ciepłą i fantastyczną pogodę – jak dziś! Po drodze napotykałem znajomych robiących wiosenne porządki w ogrodach. Z każdym należało zamienić przysłowiowe „dwa słowa”. W końcu dotarłem do celu. To znaczy – sklepu. Trudno to nazwać jakimś sklepem… Malutki drewniany barak, postawiony tuż przy szosie. Jednak zaopatrzony całkiem nieźle – jak na wiejskie warunki! Były w nim wszystkie te ciastka jakie potrzebowałem. Mleko również było – mały problem był tylko z lodami waniliowymi. Ale wszystko dobre, co się dobrze kończy! Były waniliowe z karmelem. Z zakupami – czym prędzej poszedłem do domu. Sąsiad zapraszał mnie na piwo, lecz zmuszony byłem odmówić mu tym razem… Zaproponowałem spotkanie u nas w ogrodzie. Po przyjściu, Ania złośliwie stwierdziła, że chyba do stolicy pojechałem po te zakupy… Odparłem że może i w stolicy, ale w naszej – nie tak jak ona, w Buenos Aires… Podałem jej te swoje krakersy i poszedłem robić swoje. Za chwilę wrzask małżonki postawił mnie na równe nogi! Czerwona ze złości jak burak ćwikłowy, natychmiast stanęła obok mnie. Nie krzyczała już, ale syczała ze złości… Bo krakersy które kupiłem, nie były klasyczne, lecz cebulowe…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz