środa, 27 kwietnia 2016

Wizyta sąsiadów




   Jak sąsiedzi się zbliżali do naszego domu, to z daleka słychać było ich głosy. Okna były uchylone, ziemia jeszcze nie porośnięta trawą, ani drzewa i krzewy nie pokryte liśćmi. Ptasi świergot tylko tłumił nieco inne odgłosy. Sąsiedzi jesienią sprowadzili się i zamieszkali obok nas. Przybyli gdzieś z gór. Kobieta ma na imię tak jak moja żona – Anna. A jakie imię nosi jej mąż? Nie pamiętam… Ania sobie przypomniała… Mówi że – Romek. Romek, Romek… Chyba zapamiętam… Kiedyś miałem znajomego co też tak miał na imię – później został księdzem. Sąsiadka Ania, weszła z jakimś pakunkiem. Postawiła go na szafce i upoważniła moją Anię do tego, aby zarządzała tym co tam jest. Z wielkim zaciekawieniem żona rozpakowała tę całą zawartość. Okazało się, że jest to jakiś ciekawy deser. Romek również przekazał mi dość ciężką torbę naramienną. Tę samą z którą widziałem go, kiedy zmierzałem do sklepu. Był w niej czteropak „złocistego z pianką”. Napełniłem szklanki. Kobiety zajęły się podawaniem deseru sąsiadki. Był niezły! Twarożek ze świeżymi truskawkami, pokruszonymi ciastkami, bakaliami i posypany startą czekoladą. – taki deser – sernik. Poprosiłem o przepis. Sąsiadka Ania natychmiast podała mi go z pamięci: twarożek zmiksowany z ciastkami WIT’AM Dr. Gerard, truskawki, bakalie, czekolada. Przyznałem że proste, smaczne i pożywne! Ania powiedziała że to akurat tak sobie wymyśliła, ale bardzo często zagląda na stronę internetową http://www.DRGERARD.eu bo tam można znaleźć jakiś dobry i szybki przepis. Potwierdziliśmy z moją Anią, że znamy tę stronę i również często tam zaglądamy. Romek za to przyznał, że o zajęciach kuchennych wcale się nie zna… Raz próbował sobie zrobić jajecznicę – ale ją spalił. A herbatę jak parzy, to zawsze zostawia worek w kubku, bo nie wie jak długo ma się parzyć. Atmosfera zaczęła się rozluźniać, i było coraz przyjemniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz