Jak sąsiedzi się
zbliżali do naszego domu, to z daleka słychać było ich głosy. Okna były
uchylone, ziemia jeszcze nie porośnięta trawą, ani drzewa i krzewy nie pokryte
liśćmi. Ptasi świergot tylko tłumił nieco inne odgłosy. Sąsiedzi jesienią sprowadzili
się i zamieszkali obok nas. Przybyli gdzieś z gór. Kobieta ma na imię tak jak
moja żona – Anna. A jakie imię nosi jej mąż? Nie pamiętam… Ania sobie
przypomniała… Mówi że – Romek. Romek, Romek… Chyba zapamiętam… Kiedyś miałem
znajomego co też tak miał na imię – później został księdzem. Sąsiadka Ania,
weszła z jakimś pakunkiem. Postawiła go na szafce i upoważniła moją Anię do
tego, aby zarządzała tym co tam jest. Z wielkim zaciekawieniem żona rozpakowała
tę całą zawartość. Okazało się, że jest to jakiś ciekawy deser. Romek również przekazał
mi dość ciężką torbę naramienną. Tę samą z którą widziałem go, kiedy zmierzałem
do sklepu. Był w niej czteropak „złocistego z pianką”. Napełniłem szklanki.
Kobiety zajęły się podawaniem deseru sąsiadki. Był niezły! Twarożek ze świeżymi
truskawkami, pokruszonymi ciastkami, bakaliami i posypany startą czekoladą. –
taki deser – sernik. Poprosiłem o przepis. Sąsiadka Ania natychmiast podała mi
go z pamięci: twarożek zmiksowany z ciastkami WIT’AM Dr. Gerard, truskawki,
bakalie, czekolada. Przyznałem że proste, smaczne i pożywne! Ania powiedziała
że to akurat tak sobie wymyśliła, ale bardzo często zagląda na stronę
internetową http://www.DRGERARD.eu bo tam
można znaleźć jakiś dobry i szybki przepis. Potwierdziliśmy z moją Anią, że
znamy tę stronę i również często tam zaglądamy. Romek za to przyznał, że o
zajęciach kuchennych wcale się nie zna… Raz próbował sobie zrobić jajecznicę –
ale ją spalił. A herbatę jak parzy, to zawsze zostawia worek w kubku, bo nie
wie jak długo ma się parzyć. Atmosfera zaczęła się rozluźniać, i było coraz
przyjemniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz