Minęła zima, która w tym roku była wyjątkowo ciepła.
Cieszyłam się nadchodzącą wiosną. Zawsze lubiłam patrzeć na drzewa puszczające
pierwsze pąki, trawniki pokrywające się soczystą zielenią, a także na budzące
się do życia przebiśniegi i krokusy. Cała przyroda zachwycała swoim pięknem, a
ja w domu robiłam powoli wiosenne porządki. Największym problemem było dla mnie
przygotowanie do świąt. Nigdy nie miałam dobrej ręki do pieczenia ciast, a
chciałam czymś zaskoczyć swoją rodzinę, która co roku święta spędza w moim
domu. Zwierzając się koleżance, zaproponowała mi, abym wybrała się na jarmark
wielkanocny, odbywający się w pobliskim mieście. Nasza wioska była jedną z
mniejszych miejscowości, a sklepy były słabo zaopatrzone. Zatem nie namyślając
się długo, pojechałam i to, co tam zobaczyłam bardzo mnie zachwyciło.
Straganików było bardzo dużo, a każdy z nich oferował bogaty asortyment.
Znajdowały się tu wszelkiego rodzaju koszyczki, serwetki, pisanki, kurczaczki,
baranki, wyroby rękodzielnicze, pocztówki, wszystko, czym można ozdobić dom.
Muszę przyznać, że gdybym miała grubszy portfel, z pewnością kupiłabym o wiele
więcej. Moją uwagę szczególnie przykuł stragan z wyrobami DR GERARDA. Wyglądał
naprawdę zachęcająco. Sprzedawczyni poleciła mi RURKI KAKAOWE Z KREMEM ADVOCAT
I CIASTKA KRUCHE „MIÓD I MIGDAŁ”. Dokupiłam jeszcze MAZUREK SERNIKOWY. Byłam
zadowolona.
Kiedy nadeszły święta zachwycałam się zastawionym stołem.
Podczas wielkanocnego śniadania moje oczy cieszył widok znikających sałatek,
pasztetów, makowców, babek drożdżowych, lecz w szczególności produktów DR
GERARDA. Wiele osób pytało mnie gdzie dostałam takie pyszne słodkości. Po
świętach poszłam do mojej koleżanki i podziękowałam jej za wspaniały pomysł, dzięki
któremu mogę być dumna z tegorocznego świętowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz